Małe światełko w tunelu

Na początku zawsze jest uśmiech
Od ucha do ucha
Ten szczery prawdziwy uśmiech
Nawet oczy się śmieją
Ciało układa się i formuje
W szczęśliwy splot namiętnych uniesień
Lecz kiedyś musi nadejść ten dzień
Radosne twarze zastygły
Myśli narwanym rytmem
Odbierają właściwe funkcje człowieka
Umysł zaczyna szaleć i panikować
Instynkt przetrwania bierze górę
Nadchodzi ciemność
A granica jest bardzo cienka
Dzisiaj stoisz chodzisz i biegasz
Jutro pełzasz i prosisz o litość
By móc chociaż usiąść
Przez mękę do szczęścia mawiają
Taki układ chodź trudny do zniesienia
Może być jedyną z możliwych dróg
Przemyśl jaką decyzję podejmiesz dziś
Bo jutro może już cię tu nie być
A małe światełko w tunelu
Wciąż na ciebie czeka
Swym lichym lecz pełnym nadziei blaskiem
Wyznacza ścieżkę przyszłości
Jeszcze jest szansa aby to wszystko naprawić
Poskładać w całość to co było porozrzucane
Każdy element starannie złączyć z kolejnym
A nazajutrz świat będzie o niebo lepszy
Bynajmniej taki jest plan

 


Czasami potrzeba poczekać na ten odpowiedni moment. Jednak warto mieć z tyłu głowy tykające wskazówki zegara.

Ja i mój wierzchowiec

Jadę samotnie przemierzam pustkowia pobliskich rejonów
Szukam prawdy kryjącej się za warstwą nieokiełznanych uczuć
Kołysząc się łagodnie na grzbiecie mojego wierzchowca
Wsłuchuję się w ciszę przenikającą strefę zieleni i piachu
Zielony przesmyk – tak na to wołają
Dla mnie jest punktem obserwacyjnym
Aby wypatrzeć myśli dobiegające z przyszłych niedalekich wydarzeń
Stoję na szczycie a moje oczy wpatrzone w horyzont
Gonią za granicą filtrując każdy napotkany wyróżniający się obiekt.
Jestem obserwatorem życia
Obserwatorem swojego losu
Przerzucam nogę nad siodłem
Gwałtownym dotykiem pięty w tułów przywracam do życia
Żarzące się ciało głodne przygód dnia jutrzejszego
Ściemnia się a droga powrotna wymaga czasu
Dziś mamy go dla siebie a jutro to jedna wielka zagadka.


Dnia 3/10/2019 oddałem na cele charytatywne ( http://www.r-evolution.org.uk/ ) mój wspaniały rower, na którym przejechałem setki kilometrów. Posłużył mi prawie trzy sezony. Nigdy dotąd nie wyobrażałem sobie, jak silne może być połączenie emocjonale z rzeczą martwą. Wydaje mi się, iż rzeczy, do których się przyzwyczajami stają się częścią nas i dostają kawałek żywej duszy. Będę wspominał ten dzień.

Home and family

East or West, home’s best
That what they saying
Where is my home?
Where is my family? And…
Where are we now?

‘Ull my fella. We are ‘Ull.
An unexpected course of events
Feel lost in this new world
I stood listening to the dialect
I went back to my family
We will not live here a day longer

Ten years later

Still here
Still breathing
Still, have hope to find our true home…

Granica cyfrowej niewiedzy

Stojący pan nad brzegiem cyfrowej przepaści
Rozwiązuje szyfr za i przeciw
Pyta sam siebie czy się opłaci
Gryzie wargi mruży oczy
Grymas na jego twarzy prosi o chwilkę prywatności
O jeszcze jedną stronę niby radości
Przewraca wirtualne kartki bez końca
Nikt mu się do życia nie wtrąca
Zamknięty w jakby bezpiecznym schemacie
Drąży tunele wyobraźni
O świecie fikcyjnych przyjemności
Gubi się w pętli czasu i znaków
Karmi się cyferkami swych postów
Podgląda znajomych pobudza swe ego
Na domiar tego nie wychodzi z domu
Nie opuszcza terytorium wspaniałego
Surfuje po sieci w sieć srogą wplątany
Zachowuje obrazy zapisuje witryny
Przerzuca siano kciukiem bez większego wysiłku
Maleje mu pamięć rośnie apetyt
Jak daleko leży granica?
Gdzie kres tego cyrku?
Co powoduje takie zachowania?
Kiedy pan z wiersza zatrzyma swoje postępowanie?
Brak zasięgu
Skoczył
Offline.

 

Hullywoodzkie życie

W barwach czerni i bursztynu
Przyszło żyć nam tu
Mimo tęsknoty i gniewu
Nie prędko doczekamy wylotu
Każdy dzień niby zwykły
Hullywoodzkim goni tempem
Marzę by wspomnienia pierwszych dni znikły
By angielski sen nie okazał się błędem
Już dekadę tutaj siedzę
Błądzę po szlakach tego miasta
Staram się zrozumieć siebie
Tak na prawdę to jest garstka
Tego co właściwie pragnę
Chce pobudzić wyobraźnię
Skoczyć i polecieć dalej
Przestać klęczeć nad zegarem
Hullywoodzki styl odnaleźć
Zamknąć temat jednym strzałem
By powrócić móc odpocząć
By na chwilę oczy zamknąć
Ze szczerym uśmiechem
Z ukochaną kobietą u mego boku

ostatecznie zasnąć

Już nie czekam

Czas stoi.
A ja siedzę pod drzewem i już
nie czekam.
Już nie widzę powodu.
Czuję jak chłodny wiatr
uderza mnie w szyję.
Kosmyk włosów ociera się
w niezsynchronizowanym rytmie o rzęsy.
Dreszcz przeleciał jak połowa roku.
Było…
a nagle nie ma.

Nadchodzi czas refleksji.
Głębokich i głębszych przemyśleń…
Obecny stan ducha o kolejną
dawkę adrenaliny się upomina.
Więc dosiadam dwukołowego rumaka.
Gnam ile sił…
By za moment raptownie wyhamować.
By nie przegapić pięknych chwil.

Szum betonowej dżungli

niejednostajny ruch miasta
oddech przechodniów zanika przy dźwiękach ulicy
mało schematyczny gwar
wielotematyczny układ par
oczy skierowane w prostokątne pudełka
nafaszerowane układami scalonymi
układy i układziki
cwaniaki i kradzione kolczyki
szum betonowej dżungli
symulator rzeczywistości
walka o przetrwanie
światło czerwone nikogo nie zobowiązuje
sygnał pogotowia nie wzbudza paniki
obojętność stała się wszystkim
a wszyscy stali się nikim

łatwo nie jest

podążam w stronę światła
zamykam oczy w obawie przed tym
co mnie może zaskoczyć
uśmiech przez łzy
tak to się nazywa
na każdym kroku rozłożone sidła
jak żyć zatem pytam siebie
kolejna zapisana strona
o tym co w piekle i o tym co w niebie
a jutro z wczoraj walczą zawzięcie
pilna sprawa na dzisiaj
nie może czekać jak kiedyś

Smocza otchłań

tornado kanciastych kształtów
wir wierzchołków i linii prostych
apokalipsa trójkątnych figur
wszystko się sypie
wszystko się unosi
w stronę niebieskiego tła zwanego
niebem
to był jak sen
walka ze smokami
prosto z gry o tron
tak intensywnie
tak wyraźnie
tak bogato
biedny los naszych ludzi
wszystkich dopadła klęska
żywiołowa lub z rąk diabła
smocza otchłań
ognisty płomień w pył diamentów
każdego z nas przemienił

Za oknem wiosna

Za oknem wiosna
rozwój roślinności
duże drzewo zmieniło barwy
z szaro nijakich na różowo wspaniałe
zachwycam się o poranku
zachwycam się tuż przed snem
naturalny strażnik okrywa
swoja masą nasz dom
chroni przed intruzem

Za oknem wiosna
rozmowy ptaków
kłótnie sąsiadów
wyrazisty zapach grilla
sezonowcy uruchomili produkcje
ogrodowe imprezy
domowe potańcówki
trudne poranki
karuzela

Za oknem wiosna
wiosenne porządki
zimo coś ty narobiła
specyficzna woń świeżo skoszonej trawy
nowo posadzone kwiatki
wystrój podwórkowego królestwa
rodzinna integracja
wspólne działania
osobne przeżycia oraz indywidualne dokonania

 

 

Blog at WordPress.com.

Up ↑