Czas ucieczki

Czas ucieka
Czas uciekać
Nic mnie już tu nie trzyma
Odrobinę sentymentu
Może mniej niż chciałbym mieć
Tęsknić ja z pewnością nie zamierzam
Za to wspomnieć mogę z czasem
Czas rozpływa się jak ciecz
Ciecz tak cwana i przebiegła
Niby masz ją w garści teraz
A za moment znajdzie ujście
Zwieje z czasem
W pogodni za swym przeznaczeniem
Bądź jak woda mawiał mistrz pewien
Jedno jest pewne
Jedna studnia nie zapewni wody wiecznie
Czas ucieka
Wody ubywa
Pora znaleźć nowego źródła miejsce

 


Kiedy przyjdzie ten moment, w którym człowiek człowiekowi zacznie być największym wrogiem – co zrobisz? Życie lub śmierć albo…

Małe światełko w tunelu

Na początku zawsze jest uśmiech
Od ucha do ucha
Ten szczery prawdziwy uśmiech
Nawet oczy się śmieją
Ciało układa się i formuje
W szczęśliwy splot namiętnych uniesień
Lecz kiedyś musi nadejść ten dzień
Radosne twarze zastygły
Myśli narwanym rytmem
Odbierają właściwe funkcje człowieka
Umysł zaczyna szaleć i panikować
Instynkt przetrwania bierze górę
Nadchodzi ciemność
A granica jest bardzo cienka
Dzisiaj stoisz chodzisz i biegasz
Jutro pełzasz i prosisz o litość
By móc chociaż usiąść
Przez mękę do szczęścia mawiają
Taki układ chodź trudny do zniesienia
Może być jedyną z możliwych dróg
Przemyśl jaką decyzję podejmiesz dziś
Bo jutro może już cię tu nie być
A małe światełko w tunelu
Wciąż na ciebie czeka
Swym lichym lecz pełnym nadziei blaskiem
Wyznacza ścieżkę przyszłości
Jeszcze jest szansa aby to wszystko naprawić
Poskładać w całość to co było porozrzucane
Każdy element starannie złączyć z kolejnym
A nazajutrz świat będzie o niebo lepszy
Bynajmniej taki jest plan

 


Czasami potrzeba poczekać na ten odpowiedni moment. Jednak warto mieć z tyłu głowy tykające wskazówki zegara.

Ja i mój wierzchowiec

Jadę samotnie przemierzam pustkowia pobliskich rejonów
Szukam prawdy kryjącej się za warstwą nieokiełznanych uczuć
Kołysząc się łagodnie na grzbiecie mojego wierzchowca
Wsłuchuję się w ciszę przenikającą strefę zieleni i piachu
Zielony przesmyk – tak na to wołają
Dla mnie jest punktem obserwacyjnym
Aby wypatrzeć myśli dobiegające z przyszłych niedalekich wydarzeń
Stoję na szczycie a moje oczy wpatrzone w horyzont
Gonią za granicą filtrując każdy napotkany wyróżniający się obiekt.
Jestem obserwatorem życia
Obserwatorem swojego losu
Przerzucam nogę nad siodłem
Gwałtownym dotykiem pięty w tułów przywracam do życia
Żarzące się ciało głodne przygód dnia jutrzejszego
Ściemnia się a droga powrotna wymaga czasu
Dziś mamy go dla siebie a jutro to jedna wielka zagadka.


Dnia 3/10/2019 oddałem na cele charytatywne ( http://www.r-evolution.org.uk/ ) mój wspaniały rower, na którym przejechałem setki kilometrów. Posłużył mi prawie trzy sezony. Nigdy dotąd nie wyobrażałem sobie, jak silne może być połączenie emocjonale z rzeczą martwą. Wydaje mi się, iż rzeczy, do których się przyzwyczajami stają się częścią nas i dostają kawałek żywej duszy. Będę wspominał ten dzień.

Koniec jest bliski

Koniec jest bliski

Zapada noc. Mroźna, niespokojna noc. Siedzimy w ciemnym pomieszczeniu okryci starymi kocami. Zza ścian budynku, który jest w oplakanym stanie wydobywa się szelest, krzyki, płacz, mlaskanie oraz odgłos zbliżających się kroków. Nasze oddechy i bicie serca sugerują strach. Wysokie strachu natężenie. Przytulamy się jeszcze bardziej odliczając sekundy do rana. O świcie wszystko znika. Świat wraca do niby normy. Ludzie mogą swobodnie przemierzać szlaki miast. Stałe, wydeptane i oznaczone ścieżki pozwalają nam nie pogubić się w terytorium, które jeszcze nie było przeczesane oraz sprawdzone. Nasz nowy świat to garstka ocalałych. Labirynt budowli dzielący się na znane i nieznane obszary.

the-walking-dead-carl-rick-9812

Mamy średnio piętnaście godzin możliwości za dnia, aby odkryć nieznane, zrobić zapasy na noc i wrócić do bezpiecznego – w miarę – miejsca, które uznaliśmy za nasz dom.

Jest to tylko jedna z wizji tego jak mógłby wyglądać czas po apokalipsie, amargedonie, ragnaroku – zwał jak zwał.

Czy sceny przedstawione w licznych filmach takich jak: Pojutrze (2004), Jestem Legedną (2007), Droga (2009), 2012 (2009), Księga Ocalałych (2010) albo World War Z (2013) mogą zawierać cząstkę prawdy, przepowiedni która spotka nas za jakiś czas? Globalne ocieplenie, wojny domowe, polityczne bitwy, szerząca się wzajemna nienawiść, wzrastające ceny żywności, upadające firmy, zwiększające się niebezpieczeństwo na ulicach po zmroku.

koniecjestbliskigrafika

Nawet w samym mieście Hullywood, w którym mieszkam od lat jedenastu coraz częściej słyszy się o rabunkach, morderstwach, sytuacjach kryminalnych.

Możliwość spokojnego życia odsuwa się od nas wielkimi krokami, ale przecież na co dzień nie jest to informacja, która kształtuje nasz dzienny plan, gdzie na samym szczycie listy widnieje grubymi literami napis: PRZEŻYĆ.

Czy zastanawiasz się nad kataglizmem, zagrożeniem, a nawet śmiercią? Od śmierci nikt nie ucieknie, a moment tego wydarzenia jest nieznany. Świadomym można być naszych decyzji – co zrobię gdy zajdzie potrzeba chronienia własnej rodziny? Na ile jestem przygotowany? Czy mam wystarczająco narzędzi, umiejętności zmagazynowanych zasobów pożywienia, by móc przetrwać jak najdłużej?

A może połóżmy się wszyscy w łóżku, zażyjmy tabletki – dużą ich ilość – i znikniemy w ciszy nieprzeszkadzając innym w prowadzeniu życia, które wymaga wielu wyrzeczeń, poświęcenia, zmagania się z głodem i pragnieniem.

Moje obecne myśli bazują na przeżyciach i doświadczeniach, które zbieram w grze Dying Light – gra komputerowa firmy Techland. Rozwój, doskonalenie się w rzemiośle, walka o lekarstwa, środki opatrunkowe, pojedynki na śmierć lub życie będąc otoczonym przez hordę zarażonych, wściekłych przemieńców.
Fikcyjna przygoda dająca szansę wcielenia się w postać i spróbowania swoich sił w świecie już nie tak przyjaznym i kolorowym jak przed laty.

kolazpd2828s

Temat apokalipsy jest wciąż eksplorowany, a hipotezy pewnego dnia zweryfikuje rzeczywisty obraz przyszłego świata – pytanie tylko kiedy?


 

Home and family

East or West, home’s best
That what they saying
Where is my home?
Where is my family? And…
Where are we now?

‘Ull my fella. We are ‘Ull.
An unexpected course of events
Feel lost in this new world
I stood listening to the dialect
I went back to my family
We will not live here a day longer

Ten years later

Still here
Still breathing
Still, have hope to find our true home…

Powakacyjne pytania

Zastanawialiście się kiedyś, co tak naprawdę skrywa w sobie poezja? Jaka mocą emanuje? Co powoduje, że jest tak bardzo unikalnym bytem, częścią i całością, wrażliwością i solidnym strzałem w twarz.

***

A co, gdyby jej nie było? Gdyby nikt nie używał słów tak pięknych, często otrzepanych z kurzu, będących esencją poniekąd zapomnianego języka, którym kiedyś posługiwaliśmy się na co dzień. Jak mają się sprawy z odbiorem poetyckich tekstow powiązanych ze sobą często nie bezpośrednim przekazem oraz skomplikowaną myślą będącą odzwierciedleniem stanu umysłu autora, bądź opisaniem specyficznej sytuacji mającej solidne podłoże emocjonalne?

***

To wszystko można podsumować jednym bardzo ważnym zdaniem: Możliwości użycia języka są nieograniczone, jednak jego zrozumienie zależy od otwartości umysłu względem różnych ewentualności. Ograniczenie to tylko słowo. Zła strona, która została oklejona etykietą niegatywnej wibracji przez osobę, której w danym momencie życia coś nie podeszło. Dla mnie to kwestia totalnie odrębna i objektywna.

***

Powrót do korzeni. Powrót do źródła. Szukanie powodu d l a c z e g o tutaj jestem? Kim jestem oraz jakie jest moje przeznaczenie?
Niecodzienne pytania ukryte w monotonii bladego dnia. Kolory świata, dźwięki otoczenia, synchronizacja natury z człowiekiem, bogactwo przestrzeni – rzadko zauważalne sprawy dające masę szczerego szczęścia.

***

Zagubienie w byciu kreacją postaci, wymyślonym pseudonimiem, wizerunkiem. Zmęczenie w byciu motywem i autorem jakiegoś projektu. Poszukiwania sensu tworzenia, sensu w dążeniu do niby sukcesu. Czym jest sukces? Czy jest czymś nieosiągalnym? Każdy przeżyty dzień jest sukcesem. Różnicą jest idywidualna skala każdego z nas. Różnica leży w perspektywie – mierzę w cel lub ponad cel?

***

Dzisiaj zaczynam drogę ku wolności od stałych, ograniczonych, schematycznych przekonań. Wszystko co jeszcze nie odkryłem w sobie jest moją motywacją. Wszystko co jeszcze nie wiem o życiu, świecie, świadomości i miłości jest wspaniałym powodem do ukończenia dnia z uśmiechem na twarzy.

Granica cyfrowej niewiedzy

Stojący pan nad brzegiem cyfrowej przepaści
Rozwiązuje szyfr za i przeciw
Pyta sam siebie czy się opłaci
Gryzie wargi mruży oczy
Grymas na jego twarzy prosi o chwilkę prywatności
O jeszcze jedną stronę niby radości
Przewraca wirtualne kartki bez końca
Nikt mu się do życia nie wtrąca
Zamknięty w jakby bezpiecznym schemacie
Drąży tunele wyobraźni
O świecie fikcyjnych przyjemności
Gubi się w pętli czasu i znaków
Karmi się cyferkami swych postów
Podgląda znajomych pobudza swe ego
Na domiar tego nie wychodzi z domu
Nie opuszcza terytorium wspaniałego
Surfuje po sieci w sieć srogą wplątany
Zachowuje obrazy zapisuje witryny
Przerzuca siano kciukiem bez większego wysiłku
Maleje mu pamięć rośnie apetyt
Jak daleko leży granica?
Gdzie kres tego cyrku?
Co powoduje takie zachowania?
Kiedy pan z wiersza zatrzyma swoje postępowanie?
Brak zasięgu
Skoczył
Offline.

 

Hullywoodzkie życie

W barwach czerni i bursztynu
Przyszło żyć nam tu
Mimo tęsknoty i gniewu
Nie prędko doczekamy wylotu
Każdy dzień niby zwykły
Hullywoodzkim goni tempem
Marzę by wspomnienia pierwszych dni znikły
By angielski sen nie okazał się błędem
Już dekadę tutaj siedzę
Błądzę po szlakach tego miasta
Staram się zrozumieć siebie
Tak na prawdę to jest garstka
Tego co właściwie pragnę
Chce pobudzić wyobraźnię
Skoczyć i polecieć dalej
Przestać klęczeć nad zegarem
Hullywoodzki styl odnaleźć
Zamknąć temat jednym strzałem
By powrócić móc odpocząć
By na chwilę oczy zamknąć
Ze szczerym uśmiechem
Z ukochaną kobietą u mego boku

ostatecznie zasnąć

Już nie czekam

Czas stoi.
A ja siedzę pod drzewem i już
nie czekam.
Już nie widzę powodu.
Czuję jak chłodny wiatr
uderza mnie w szyję.
Kosmyk włosów ociera się
w niezsynchronizowanym rytmie o rzęsy.
Dreszcz przeleciał jak połowa roku.
Było…
a nagle nie ma.

Nadchodzi czas refleksji.
Głębokich i głębszych przemyśleń…
Obecny stan ducha o kolejną
dawkę adrenaliny się upomina.
Więc dosiadam dwukołowego rumaka.
Gnam ile sił…
By za moment raptownie wyhamować.
By nie przegapić pięknych chwil.

Blog at WordPress.com.

Up ↑