First time

First time for an average kid
will it hurt or will it be fine?
I had my First Holy Communion
when I was nine
but that’s just different
entering the city of amber and black
being a foreigner with
no chance to go back
lonely lost living abroad
upon the river that’s cold and uneven
it isn’t my big dream of city-like-heaven

first time for an average boy
walked through school’s double doors
for the first time looking through
double glazed windows
like my simple life is about to end
double stressed sat down in the tight classroom
full of polish girls and lads
had to speak up in a foreign language
to my compatriot
shut the front door no way
again there was no other way

for the first time I have tried
fish and chips
lovely taste indeed
I licked my lips
I could not resist it
milestone moment
a moment remembered forever
now I write this over ten years later
I can relish that brief of time
wish it will never go away
like my freedom that passed

Za oknem wiosna

Za oknem wiosna
rozwój roślinności
duże drzewo zmieniło barwy
z szaro nijakich na różowo wspaniałe
zachwycam się o poranku
zachwycam się tuż przed snem
naturalny strażnik okrywa
swoja masą nasz dom
chroni przed intruzem

Za oknem wiosna
rozmowy ptaków
kłótnie sąsiadów
wyrazisty zapach grilla
sezonowcy uruchomili produkcje
ogrodowe imprezy
domowe potańcówki
trudne poranki
karuzela

Za oknem wiosna
wiosenne porządki
zimo coś ty narobiła
specyficzna woń świeżo skoszonej trawy
nowo posadzone kwiatki
wystrój podwórkowego królestwa
rodzinna integracja
wspólne działania
osobne przeżycia oraz indywidualne dokonania

 

 

Słowa mają dusze

notatka za notatką
godzina przed notatką
zamyślony o notatce
siedzi mąż na ławce
sporządza notatkę
główkuje eksperymentuje
zaraz kawki z termosu od ukochanej żony spróbuje
nadal myśli rozmyśla
wytęża swój umysł
a nic nie wychodzi mu
no nic nie pasuje tu
wszystko się psuje
więc od zera buduje
dwa słowa tak silne
tak bystre
tak ostre
tak bardzo poważne
zawsze ważne
przeważnie istotne
z wyjątkiem jedynym
gdy czujesz a nie umiesz
napisać
powiedzieć
wykonać
przekazać
to tak tkwisz i główkujesz
a gdyby tak po prostu
zwyczajnie prosto z mostu
dać słowom duszę
dać im swobodę
uznanie szacunek
dać parę dłoni by mogły zrozumieć
co czyni człowieka człowiekiem
i jaką ma skórę
okazać im dobroć
nie bronić milczenia
a dnia pewnego z pewnością
przyjdą wyjdą z cienia
usiądą przy żonie
otulą swym ciepłem
zgaszą pragnienie
głuchego w sercu brzmienia

Jestem emigrantem

Dwa tysiące ósmy gorący początek lata
żyjąc z nadzieją, iż decyzja będzie inna
ze świadomością, że ojczysty kraj pożegnam.
Drugi lipca, z łóżka się zrywam
gacie prawie pełne, w głowie modlitwa.
Czy to jet wyrok, czy szansa osobista?
W rodzinnym gronie opuszczam moją przystań.

Jestem emigrantem z pakunkiem pełnym pytań.
Co mnie jeszcze w życiu czeka do tego nie wnikam.

Czwarty lipca, już na obcej ziemi.
Czy pobyt jest na chwilę, czy coś się kurwa zmieni?
Początek wesoły, okres wakacyjny.
Czas by poznać język, czas by poznać innych.
Wychodzę na dwór, osiedle mi nie znane.
W którą mam iść stronę, dopomóż proszę Panie!
Łzy w oczach, stres niemiłosierny
pierwszy dzień w szkole, etap nie przyjemny.
Nic nie rozumiem, dlaczego tutaj jestem,
co komu zrobiłem, chcę z powrotem moją przestrzeń.

Zakochany? Zauroczony? Miłość została, ja zrozpaczony.
Ściana pełna fotografii, wspomnień szalonych.
Obrazy pamięci przeszłością przepełnione.
Powstały pierwsze wiersze, monotonne myśli o niej.
Pamiątka została, czas leci dalej.
Nie patrzę wstecz, tak jest wspanialej.

Nowy rozdział epickiej przygody.
Podjąłem wyzwanie – sierpień 2012 – zapierdol treningowy.
Boks mnie uratował, wyciągnął ze mnie chłopca.
Po kilku miesiącach obudził sportowca.
Żelastwo dźwigałem, w worek uderzałem, na ringu stawałem,
nieźle oberwałem. Mimo tego, z desek się podniosłem
i do przodu gnałem.
Niezatrzymany, niepowstrzymany rozwojowi ulegałem.
Nieustannie najlepszym stać się chciałem.

Przez kilka ładnych lat, boks moją codziennością był.
Po chwili los bezlitośnie ze mnie zadrwił.
Czar prysł. W pętli przeszłości niepozałatwianych spraw,
zostawiłem pasję by odszukać moje JA.

Szósty czerwca, 2016, „gdyby wiek nie miał znaczenia”
Słowami tymi dotarłem do przeznaczenia.
Druga połówka z miłości zrodzona. Szczęście moje,
bo to już narzeczona. Ogromna radość mimo tych problemów.
Łączę wszystko w całość, bez zbędnych przystanków.
Poruszam się do przodu trzymając ją za rękę.
Całuje jej usta. Kocham z całego serca.
Mam tylko nadzieję, że nie dorwie mnie
angielski los morderca.

Blog at WordPress.com.

Up ↑