Home and family

East or West, home’s best
That what they saying
Where is my home?
Where is my family? And…
Where are we now?

‘Ull my fella. We are ‘Ull.
An unexpected course of events
Feel lost in this new world
I stood listening to the dialect
I went back to my family
We will not live here a day longer

Ten years later

Still here
Still breathing
Still, have hope to find our true home…

Hullywoodzkie życie

W barwach czerni i bursztynu
Przyszło żyć nam tu
Mimo tęsknoty i gniewu
Nie prędko doczekamy wylotu
Każdy dzień niby zwykły
Hullywoodzkim goni tempem
Marzę by wspomnienia pierwszych dni znikły
By angielski sen nie okazał się błędem
Już dekadę tutaj siedzę
Błądzę po szlakach tego miasta
Staram się zrozumieć siebie
Tak na prawdę to jest garstka
Tego co właściwie pragnę
Chce pobudzić wyobraźnię
Skoczyć i polecieć dalej
Przestać klęczeć nad zegarem
Hullywoodzki styl odnaleźć
Zamknąć temat jednym strzałem
By powrócić móc odpocząć
By na chwilę oczy zamknąć
Ze szczerym uśmiechem
Z ukochaną kobietą u mego boku

ostatecznie zasnąć

łatwo nie jest

podążam w stronę światła
zamykam oczy w obawie przed tym
co mnie może zaskoczyć
uśmiech przez łzy
tak to się nazywa
na każdym kroku rozłożone sidła
jak żyć zatem pytam siebie
kolejna zapisana strona
o tym co w piekle i o tym co w niebie
a jutro z wczoraj walczą zawzięcie
pilna sprawa na dzisiaj
nie może czekać jak kiedyś

Spacer

Nieco mniejszy świat, w bardzo szczęśliwym wydaniu. Mniejszy, bo nie tak pokręcony, wygnieciony, przemieniony przez ludzi z różnych stron. Świat zdecydowanie przyjemniejszy.

Odwiedziny tych samym i zupełnie nowych obszarów. Poszerzanie horyzontu. Niespodziewane, spontaniczne podróże. To lubię.

Gdzie teraz? Na spacer przez pole. Ścieżka prowadzi na stary rynek w Tarnowskich Górach. Przepięknie. Za takim widokiem tęskniłem.

Ostatnie spojrzenie w stronę przestrzeni. Koniec spaceru. Powrót do niby rozwiniętych korzeni.

Jestem emigrantem

Dwa tysiące ósmy gorący początek lata
żyjąc z nadzieją, iż decyzja będzie inna
ze świadomością, że ojczysty kraj pożegnam.
Drugi lipca, z łóżka się zrywam
gacie prawie pełne, w głowie modlitwa.
Czy to jet wyrok, czy szansa osobista?
W rodzinnym gronie opuszczam moją przystań.

Jestem emigrantem z pakunkiem pełnym pytań.
Co mnie jeszcze w życiu czeka do tego nie wnikam.

Czwarty lipca, już na obcej ziemi.
Czy pobyt jest na chwilę, czy coś się kurwa zmieni?
Początek wesoły, okres wakacyjny.
Czas by poznać język, czas by poznać innych.
Wychodzę na dwór, osiedle mi nie znane.
W którą mam iść stronę, dopomóż proszę Panie!
Łzy w oczach, stres niemiłosierny
pierwszy dzień w szkole, etap nie przyjemny.
Nic nie rozumiem, dlaczego tutaj jestem,
co komu zrobiłem, chcę z powrotem moją przestrzeń.

Zakochany? Zauroczony? Miłość została, ja zrozpaczony.
Ściana pełna fotografii, wspomnień szalonych.
Obrazy pamięci przeszłością przepełnione.
Powstały pierwsze wiersze, monotonne myśli o niej.
Pamiątka została, czas leci dalej.
Nie patrzę wstecz, tak jest wspanialej.

Nowy rozdział epickiej przygody.
Podjąłem wyzwanie – sierpień 2012 – zapierdol treningowy.
Boks mnie uratował, wyciągnął ze mnie chłopca.
Po kilku miesiącach obudził sportowca.
Żelastwo dźwigałem, w worek uderzałem, na ringu stawałem,
nieźle oberwałem. Mimo tego, z desek się podniosłem
i do przodu gnałem.
Niezatrzymany, niepowstrzymany rozwojowi ulegałem.
Nieustannie najlepszym stać się chciałem.

Przez kilka ładnych lat, boks moją codziennością był.
Po chwili los bezlitośnie ze mnie zadrwił.
Czar prysł. W pętli przeszłości niepozałatwianych spraw,
zostawiłem pasję by odszukać moje JA.

Szósty czerwca, 2016, „gdyby wiek nie miał znaczenia”
Słowami tymi dotarłem do przeznaczenia.
Druga połówka z miłości zrodzona. Szczęście moje,
bo to już narzeczona. Ogromna radość mimo tych problemów.
Łączę wszystko w całość, bez zbędnych przystanków.
Poruszam się do przodu trzymając ją za rękę.
Całuje jej usta. Kocham z całego serca.
Mam tylko nadzieję, że nie dorwie mnie
angielski los morderca.

Blog at WordPress.com.

Up ↑