Małe światełko w tunelu

Na początku zawsze jest uśmiech
Od ucha do ucha
Ten szczery prawdziwy uśmiech
Nawet oczy się śmieją
Ciało układa się i formuje
W szczęśliwy splot namiętnych uniesień
Lecz kiedyś musi nadejść ten dzień
Radosne twarze zastygły
Myśli narwanym rytmem
Odbierają właściwe funkcje człowieka
Umysł zaczyna szaleć i panikować
Instynkt przetrwania bierze górę
Nadchodzi ciemność
A granica jest bardzo cienka
Dzisiaj stoisz chodzisz i biegasz
Jutro pełzasz i prosisz o litość
By móc chociaż usiąść
Przez mękę do szczęścia mawiają
Taki układ chodź trudny do zniesienia
Może być jedyną z możliwych dróg
Przemyśl jaką decyzję podejmiesz dziś
Bo jutro może już cię tu nie być
A małe światełko w tunelu
Wciąż na ciebie czeka
Swym lichym lecz pełnym nadziei blaskiem
Wyznacza ścieżkę przyszłości
Jeszcze jest szansa aby to wszystko naprawić
Poskładać w całość to co było porozrzucane
Każdy element starannie złączyć z kolejnym
A nazajutrz świat będzie o niebo lepszy
Bynajmniej taki jest plan

 


Czasami potrzeba poczekać na ten odpowiedni moment. Jednak warto mieć z tyłu głowy tykające wskazówki zegara.

Useful demons

source of anger
hidden deep inside my soul
me
me looking for demons
to sign a pact
to be unstoppable
to be powerful me
my head filled with
thoughts full of danger
I cannot resist it
I am a writer
am an angry writer
who has useful demons
as pets

pdah7272

Hullywoodzkie życie

W barwach czerni i bursztynu
Przyszło żyć nam tu
Mimo tęsknoty i gniewu
Nie prędko doczekamy wylotu
Każdy dzień niby zwykły
Hullywoodzkim goni tempem
Marzę by wspomnienia pierwszych dni znikły
By angielski sen nie okazał się błędem
Już dekadę tutaj siedzę
Błądzę po szlakach tego miasta
Staram się zrozumieć siebie
Tak na prawdę to jest garstka
Tego co właściwie pragnę
Chce pobudzić wyobraźnię
Skoczyć i polecieć dalej
Przestać klęczeć nad zegarem
Hullywoodzki styl odnaleźć
Zamknąć temat jednym strzałem
By powrócić móc odpocząć
By na chwilę oczy zamknąć
Ze szczerym uśmiechem
Z ukochaną kobietą u mego boku

ostatecznie zasnąć

Wybieram wygraną

Jedna kluczowa decyzja. Nowy, całkowicie odmienny start. Wyjątkowa chwila.
Fundamenty płoną, a dotychczasowa nagromadzona wiedza zda się na nic.
Błądzenie po nieznanym gruncie. Panika i zakłopotanie. Przyśpieszone tętno.
Krew buzuje. Nie na darmo. Instynkty ostrzegają człowieka przed terenem wcześniej nie eksplorowanym. Wiotkie nogi. Sucho w ustach. Ścisk w brzuchu. Wszystko się zgadza.
Podekscytowanie wymieszane z dozą niepewności. Element zaskoczenia.
Bum! Strzał. Jeden po drugim. Nie ma odwrotu. Machina zmiany ruszyła. Linia z nakazem jazdy do przodu. Najbliższy nawrót możliwy dopiero po pierwszej porażce, która może kosztować życie. Wybieram wygraną.
Uśmiech na twarzy. Ten zjazd wcale nie był taki straszny. Dziękuję sobie, że to zrobiłem.
W przeciwnym razie nie zasmakowałbym tak fantastycznej przygody jaką jest podjęcie ryzyka.

o słodkiej lady

Posłuchajcie ludzie mej historii. Inspiracji jest w niej nie mało, bo to życie ją pisało. Ją? Kto to taki? A poezja.

Słodka Lady ją nazwali. Bo nosiła szal wspaniały.
No i suknię aksamitną.
Dostrzec było można ją z oddali.

Dumnym krokiem kwieciste aleje przemierzała.
Słodką woń perfum za soba pozostawiała.
A chciała, chciała by ją dostrzec.
Wielu chłopa czarem oblec.
Nie tak prędko damo złota.
Bo pojawił się zuchwalec.
Przegnał, spławił, pozamiatał…
Dusił, siekał i na dno sprowadzał.

A co z Lady, przecie truchleje?
Nie bój żaby – już ja się nią zaopiekuję.
Swym silnym ramieniem otulę.
Do ucha czułe słówko szepnę.
A walecznością rozwieje wszelkie obce nadzieje.

Słodka Lady na to przystała.
Po dziś dzień swe serce w opiekę mi przyznała.
A to ci dopiero historia…
Bo na faktach oparta.

 


Poeta z Hullywood FACEBOOK
Poeta Dominik INSTAGRAM
MrHULLski (fotografie) INSTAGRAM
z Hull do Łomży (film) YOUTUBE
Poetycki Gaming (film) YOUTUBE

Ku pamięci

Smutna sprawa kiedy za prawdą idzie kara
I biada temu kto swą głową niewłaściwie włada
Trudna strata
Za pokój i ciszę nieustanna gonitwa
Niepotrzebny strach
Setki przeciwności by nasz bieg zaprzestać
Brudny pakt
W zmowie z ciemnym duchem
Na drogę piekieł chcą podstępem zesłać
Za słowo dające nadzieję
Za czyny zwracające życie
Za myśli w kierunku lepszego bycia

ku pamięci tych [*] którzy walczyli o dobro wolność i spokój ducha

Inny wymiar

Głuchy obraz szarej muzyki
Błękit słońca wpleciony
W jasnożółte promienie pszenicy
Nieprzerwany spokój duszy
Brak skalistych spojrzeń
Koniec z płytką diagnozą uczuć
Napojony sokiem wolnego świata
Otwieram uszy by
Posmakować dotykiem

Jestem emigrantem

Dwa tysiące ósmy gorący początek lata
żyjąc z nadzieją, iż decyzja będzie inna
ze świadomością, że ojczysty kraj pożegnam.
Drugi lipca, z łóżka się zrywam
gacie prawie pełne, w głowie modlitwa.
Czy to jet wyrok, czy szansa osobista?
W rodzinnym gronie opuszczam moją przystań.

Jestem emigrantem z pakunkiem pełnym pytań.
Co mnie jeszcze w życiu czeka do tego nie wnikam.

Czwarty lipca, już na obcej ziemi.
Czy pobyt jest na chwilę, czy coś się kurwa zmieni?
Początek wesoły, okres wakacyjny.
Czas by poznać język, czas by poznać innych.
Wychodzę na dwór, osiedle mi nie znane.
W którą mam iść stronę, dopomóż proszę Panie!
Łzy w oczach, stres niemiłosierny
pierwszy dzień w szkole, etap nie przyjemny.
Nic nie rozumiem, dlaczego tutaj jestem,
co komu zrobiłem, chcę z powrotem moją przestrzeń.

Zakochany? Zauroczony? Miłość została, ja zrozpaczony.
Ściana pełna fotografii, wspomnień szalonych.
Obrazy pamięci przeszłością przepełnione.
Powstały pierwsze wiersze, monotonne myśli o niej.
Pamiątka została, czas leci dalej.
Nie patrzę wstecz, tak jest wspanialej.

Nowy rozdział epickiej przygody.
Podjąłem wyzwanie – sierpień 2012 – zapierdol treningowy.
Boks mnie uratował, wyciągnął ze mnie chłopca.
Po kilku miesiącach obudził sportowca.
Żelastwo dźwigałem, w worek uderzałem, na ringu stawałem,
nieźle oberwałem. Mimo tego, z desek się podniosłem
i do przodu gnałem.
Niezatrzymany, niepowstrzymany rozwojowi ulegałem.
Nieustannie najlepszym stać się chciałem.

Przez kilka ładnych lat, boks moją codziennością był.
Po chwili los bezlitośnie ze mnie zadrwił.
Czar prysł. W pętli przeszłości niepozałatwianych spraw,
zostawiłem pasję by odszukać moje JA.

Szósty czerwca, 2016, „gdyby wiek nie miał znaczenia”
Słowami tymi dotarłem do przeznaczenia.
Druga połówka z miłości zrodzona. Szczęście moje,
bo to już narzeczona. Ogromna radość mimo tych problemów.
Łączę wszystko w całość, bez zbędnych przystanków.
Poruszam się do przodu trzymając ją za rękę.
Całuje jej usta. Kocham z całego serca.
Mam tylko nadzieję, że nie dorwie mnie
angielski los morderca.

Zagadki codzienności

Zadania na przedwczoraj
Pilniejsze niż pilne
Zagadki codzienności
Jak łatwo jest zagubić czas
Oplątany kablem od odkurzacza
Maszyny dla mnie bardzo bliskiej
Stoję wpatrzony w tablice
Z mokrymi rękoma
Gotowy by sprostać zadaniu
Pewny swojego działania
Zamyślony błądzę
W zrozumieniu prostego zdania
Nie teraz
Tu będzie jeszcze jedna klasa
Godzę się z informacją
Podążam ścieżką żądania
Startuje już w niższej lidze
Czuję się brakiem nicości
Ogarniam temacik
Sprawnie szybciutko
Uciekam od bazy
W tempo na fali
Wbija brygada
Depcze mi po kablach
Niszczy mój wysiłek
A ja w cieniu upadam
Zdezorientowany
Zakłopotany
Analizuję przebieg
Mojej przyszłej obrony

W ramach wytłumaczeń do tego tekstu, posłużę się opisem wydarzenia zaistniałego pewnego dnia w mojej pracy. Otóż, sprzątając po kolei każdą klasę natrafiłem na odmowę moich działań z powodu rozpoczynającej się za piętnaście minut następnej lekcji (dodatkowe zajęcia poza szkolne). W sumie nauczyciel miał rację, bo i po co robić dwa razy tą samą robotę. Udałem się do pozostałych pomieszczeń i wykonałem codzienne obowiązki. Kończąc już odkurzanie, do jednej z klas wchodzi ten sam nauczyciel i grupa uczniów depczących po kablu od maszyny. Nikt mi nie powiedział o tym, ale pomyślałem, że może i nie muszą mnie informować. Usłyszałem tylko szybkie dziękuję i drzwi się zamknęły. Okazało się, iż nauczyciel przeniósł swoje zajęcia do klasy, którą przed chwilą posprzątałem nie informując mnie o tym, a tą ostatnią brudną musiałem jednak ogarnąć. Po skończonych zajęciach rzucił krótkim – dzięki, już skończyliśmy. Hmm zastanawiam się, czemu mi dziękuje i czy wie jak jego postępowanie wpłynęło na dalszy przebieg mojej pracy, gdzie zdenerwowanie i dezorientacja grały pierwsze skrzypce. Zainspirować się można wszystkim. Stąd kategoria OBECNOŚĆ i poezja pisana na bieżąco – stając twarzą w twarz z rzeczywistością.

Blog at WordPress.com.

Up ↑