Koronarozterki

#koronarozkminy
#koronarefleksje
#koronarozterki

Co to będzie? Co się stało? Co jest teraz?
W zależności od tego: gdzie kto się znajduje.
W zależności od tego: jak kto podchodzi do sprawy.
Zawsze w zależności od czegoś.

W chwili obecnej wybory są ograniczone.
Rutynowe życie dla większości z nas przestało być takie samo.
Opuszczenie domu wiąże się z potencajnym zagrożeniem.

Strach przedziera się przez społeczność.
Pytania: kiedy koniec?, ile umarło?, ile zostało wyleczonych?
Bilas zysków i strat.
Prawda? Albo fikcja na rzecz pogłębienia panującej pandemii zainfekowanych umysłów?

Spór…

Zignorowanie kontra podporządkowanie.
Trzeźwość umysłu kontra brak własnych myśli.
Życie chwilą kontra obawa przed śmiercią.

Motywów jest wiele. Ty wybierasz swój.


Kiedy to wszystko minie i znów powrócimy do codziennych obowiązków, obiecuję sobie cięższą pracę nad swoją twórczością. Teraz jeszcze poukrywam się i przeczekam te koronarozterki.

Teraz twoja kolej.

I te wszystkie piękne słowa… Motywacyjne cytaty, zdania dopingujące: “Jedynym limitem jest twój umysł.” “Każdy ma szansę dokonać zmiany.” “Nigdy nie przestawaj się uczyć.” I tak dalej… Aż pewnego dnia pojawił się on, a właściwie to. Coś, z czym ludzkość nie może sobie poradzić. Jakimś cudem potęga umysłu osiągnęła limit, a system naprawszy rozjechał się przy najbliższym uszczerbku na drodze. Kto teraz ma rację? Komu teraz zawdzięczamy tamte słowa? “Każda porażka sprawia, że się rozwijasz.” Tym razem porażka wynikła z przyczyn nieuniknionych, a finał nijak się ma ze słowem rozwój. Siła wyższa. “Piękne drogi często prowadzą do pięknych celów.” Ostatnimi czasy tych pięknych dróg jest coraz to mniej. Nikt tak na serio nie wie, jak wygląda ta ostateczna. Jedno jest pewne. Każdy dzień jest jak rosyjska ruletka. Ja nacisnąłem już dziś spust.

Teraz twoja kolej.

Prolog i Epilog

Prolog

A co, jeżeli nie masz racji? Kiedy myślisz, że ją masz i jesteś w stu procentach przekonany swojej decyzji. Tak bardzo wierzysz w swój wybór, lecz po włączeniu to nie chce działać. To, znaczy twoje życie. Wiadomość: TWOJE ŻYCIE NIE DZIAŁA JAK POWINNO. POCZEKAJ LUB ZRESTARTUJ.
Nie masz nad życiem kontroli. Nawet nie starasz się mieć, ponieważ autopilot odciąża cię każdego dnia. Pamięć mięśniowa oraz przyzwyczajenia pozwalają dotrzeć z punktu a do punktu b, lecz co było pomiędzy? Ile pamiętasz z tej trasy? Gdzie radość, która toważyszyła tobie za pierwszym razem? Hura, mogę jechać samochodem! Ale, jakie to ma znaczenie dzisiaj? Jaki jest sens posiadać coś, kiedy zapominam, że w ogóle to posiadam. Brak szczęścia i brak życia.
Jadę do pracy, każdego dnia mijam te same osoby. Oni się śpieszą, więc wnioskuję, że też jadą do pracy. Zapamiętuję ich twarze. Po tygodniu lub dwóch dojeżdżam do pracy i nie pamiętam czy dzisiaj mijałem przykładowo panią Jolę lub pana Sławka. Umknęła mi przejażdżka i nie wiem jak tam dotarłem. Gdzie wtedy byłem? Tak jakbym utknął w czasoprzestrzeni, przeładowany myślami straciłem kawałek życia. Byłem, zniknąłem i nagle jestem.
Byłem w błędzie oraz wiem, że nie miałem racji. A ty myślisz, że wciąż ją masz? Zależy, z której strony patrzysz. Zależy jaką rację masz na myśli. Twoją? Czy może twoją, lecz bazującą na przekonaniach i uprzedzeniach? Gdy będzie taka potrzeba to oddasz życie za swoją rację? Czy może wyżekniesz się jej i przyznasz do błędu?
Patrzę na swoje życie z perspektywy siedzącej. Nie mierzę się z życiem stojąc, świecąc budową ciała albo umiejętnościami. Tutaj to nie ma znaczenia. Tutaj każdy jest równy. Dlatego zniżyłem się do poziomu dziecka. Chcę przeżywać wszystko na nowo. Chcę doświadczać wszystkiego od początku. Chcę się bawić i cieszyć z zabawy. Chcę móc pić kawę i tylko tym raczyć się w danej sekundzie, minucie, godzinie. Nie czuć upływu czasu, nie spoglądać na zagarek. Przez chwilę dłuższą poczuć się jak nowo narodzony człowiek.
Jeżeli w tym wszystkim nie mam racji – to dobrze. Dziecko nie zawsze ją ma.

Epilog

Coś czego nie ma. Coś, co może pojawić się jutro, lecz jeszcze o tym nie wiesz. Zamykasz oczy, by zasnąć, a tak naprawdę przenikasz w świat astralny, świat fantazji, urojeń, przygód, klęski i niewyjaśnionych wydarzeń.
Ktoś puka do drzwi. Wstajesz, wychylasz się zza rogu, by przypomnieć sobie, że oglądasz ulubiony serial i to właśnie w nim ktoś do tych drzwi pukał.
Strach pomyśleć gdybym był inwalidą. Chory na raka lub potrzebujący nagłego przeszczepu jakiejś partii ciała. Stokrotne dzięki za przypomnienie, że warto iść do przodu, mimo znaku ślepa uliczka. Ponad horyzont. Ponad zasięg własnego umysłu.
Ktoś właśnie patrzy. Ktoś odlicza minuty do końca. Ktoś podlicza dobre i złe zachowania. Budzę się i widzę: kartkę, długopis, telefon, zapalniczkę, paczkę papierosów i niedopitą kawę. Jeszcze nie taka zimna. Jeszcze jest czas, by to wszystko pozmieniać.


Dominik Choromański

Kolekcjoner wspomnień

Pierwszy nostalgiczny nielegal szarego artysty pt.

REFLEKSJA DUSZY

Album Refleksja Duszy zawiera przemyślenia oparte o wspomnienia płynące prosto z głębi duszy. Nostalgiczne westchnienie – kiedyś to było – tutaj w tej poetyckiej składance łączy się z emocjami oraz doświadczeniem człowieka, szarego artysty tęskniącego za życiem, które chciałby wskrzesić przeżywając na nowo. Wyjazd z rodzina do Anglii rozpoczął całkowicie nowy epizod w moim życiu, lecz pewne historie są wciąż aktywne, a nawet nie pozamykane.

Oto jako pierwszy opublikowałem materiał o nazwie Kolekcjoner Wspomnień:

CDN

trudny los artysty

Rzadziej piszę poezję ostatnimi czasy i nie chodzi tu o wypalenie. Nic z tych rzeczy. Wiersze są już ze mną prawie dekadę. W sensie jestem z nimi związany tak długo. To znaczy, nie jako para… Nie ważne.

Kiedy zasiadam do napisania mam wrażenie, że to będzie mój ostatni i się tego boje. Czemu ostatni? Może przez fakt, że idą trudne czasy, klimat się zmienia, nigdy nie wiadomo co będzie jutro. A może po prostu stracę rękę i niczego już nie napiszę – tak bardzo absurdalne bywają moje myśli. Boję się, że kolejny tekst – jeżeli się okaże tym ostatecznym – nie będzie zbyt wystarczający. Co to znaczy? Mogę coś pominąć, pomylić się, za bardzo przesadzić z treścią, nie wiem. Dlatego takie przerwy w publikacjach.

Kocham pisać. Czasami myślę sobie, że nie rozwinąłem skrzydeł na tyle, by świat o mnie usłyszał. Później dochodzi do mnie wizja mojej rodziny, znajomych, którzy trzymają w rękach mój tomik Rewolucja Stanu Umysłu i pomimo iż mało co z niego rozumieją, cieszą się z mojego sukcesu, nie ważne jakich jest rozmiarów.

Wiersz zwykle zaczynam od tytułu. Dalej idzie cała reszta. Nie znam tytułu mojego ostatniego wiersza, lecz gdybym z jakiś przyczyn był zmuszony zawiesić rękawice na kołku to chciałbym zostać podsumowany jednym słowem – milczenie.

Cenię sobie ciszę oraz słuchanie ciszy. Lubię milczeć i obserwować. Następnie piszę to co zobaczyłem i dopowiadam to czego nie usłyszałem. Tak w skrócie wygląda moja twórczość.

Na koniec, tak już króciutko: NIECH MAGIA POEZJI BĘDZIE Z WAMI!

 

Święta, święta i…

Taaak…

Już niebawem padną z ust Polaków te słowa. Słowa, które są jednocześnie smutne, zawierają przekaz upływającego czasu, westchnienia oraz wewnętrznej zadumy: Abyśmy za rok doczekali.

Święta, święta i po świętach.

Jednak, myślę sobie, że w tym roku może być inaczej. Wskazówek zegara nie da się zatrzymać. W zasadzie to można wyjąć baterie, ale to nic nie zmieni prawda?

Święta są codziennie. Codzienna celebracja mojego
JA, JESTEM. TY, JESTEŚ. ONI, SĄ.
I tak dalej, i tak dalej.

W trakcie świątecznych porządków, świątecznej przerwy od szkoły lub pracy, świątecznej atmosfery oraz świątecznych przygotowań kulinarnych pomyśl: ILE ZOSTAŁO CI ŻYCIA? ILE TEGO ŻYCIA JESZCZE PRZED TOBĄ? 

Jedna wielka niewiadoma, a jednak w trakcie odpowiedzi sprawa staje się klarowna – NIE WARTO ZMARNOWAĆ ANI CHWILI.

Wesołych Świąt!
Dziękuję, że czytacie moje wiersze i wpisy.
Magia poezji niech będzie z Wami!

swieta2_(www.e-gify.pl)

poetadominik

Dni sprzed zaćmienia 

Zapada zmrok
Gasną światła
Zero niepotrzebnego hałasu
Kiedyś godzina policyjna
Dziś standardowe życie gdy zachodzi słońce
Nawet ono ma już dosyć
Protest natury
Kłopoty człowieka

Czasami myśle o tamtych dniach
Tych sprzed zaćmienia
Ile roślin nie zdążyłem poznać
Ich zapachu i przeznaczenia
To może zabrzmieć smutno
Chciałbym przestać istnieć jak one
Powolnym krokiem dotrzeć do końca
Później budzę się z tego snu i patrzę na nowy świat
Planeta już obraca się wolniej
Ocean już nie taki spokojny
Zwierzęta dziczeją
Ludzie
Ach ludzie
Cóż za prymitywna rasa
Sami do tego doprowadziliśmy
Z pełna świadomością
Tak jakby skazać samego siebie na śmierć
I żyć z tym przez wiele lat
Później spojrzeć prawdzie w oczy
I przeprosić za błąd
Za późno
Teraz piach
Gruz
Zalane pola
Umarłe lasy

A dusze już dawno nas opuściły
Adieu
Arrivederci
Adios
Amen

Uciekł i nie wrócił 

Zniknął rozpłyną się wraz z ostatnim promieniem słońca
Zatopił się w stygnącym wosku zapachowej świeczki
Nic nie powiedział
Odszedł bez szeptu
Cichutko na palcach po drewnianej podłodze
Nie robiąc najmniejszego hałasu
Wyszedł i nie wrócił

Jaki był?
Inny.
Koniecznie chciał być wielki.
Większy niż Atlas trzymający ziemie na swych potężnych barkach
Zagubiony.
Często chodził zamyślony zakłopotany zapatrzony
Unikalny w swym rodzaju
Patrzył ponad gwiazdy
Szukał sensu w nienormalnym
Nie używał słów wdzięczności
Gonił pod prąd gasił jasność
A po ciemku bał się zasnąć
Widział cień postaci zarys
Tracił zmysły chciał go zranić
Rozbił pieści o kruche brytyjskie ściany
Dobrze wiedział że to wszystko na nic
Nie ucieknie od przeszłości
Nie znieczuli tamtych wydarzeń
Dlatego uciekł
Schronił się przed potęga własnych obrażeń


WilliamCezar

Zainfekowany

Jesienny stroik zmoczonych liści
Drzewa czynią ukłony
Poległy od siły żywiołu ziemskiego
Szlaki błotem posłane
Niebo ponurym odcieniem szarości swą obecność zaznacza
Krople po brudnej szybie spływają mozolnie
Jedna na drugą łącząc się w jedną
Ciężarem swym torują spływ dla reszty
Ogólnie mokry i smutny klimat przenika przez skórę człowieka

Na kilka dni odłączony od świata żywych
Kwarantanna
Zainfekowany wirusem o nazwie
Mam dosyć tego przykrego kraju


Kiedy już przeziębienie wprowadza w stan najwyższej inspiracji do pisania poezji o sytuacji podbramkowej – bo przecież chory facet w domu to najgorszy rodzaj końca świata.

Blog at WordPress.com.

Up ↑