trudny los artysty

Rzadziej piszę poezję ostatnimi czasy i nie chodzi tu o wypalenie. Nic z tych rzeczy. Wiersze są już ze mną prawie dekadę. W sensie jestem z nimi związany tak długo. To znaczy, nie jako para… Nie ważne.

Kiedy zasiadam do napisania mam wrażenie, że to będzie mój ostatni i się tego boje. Czemu ostatni? Może przez fakt, że idą trudne czasy, klimat się zmienia, nigdy nie wiadomo co będzie jutro. A może po prostu stracę rękę i niczego już nie napiszę – tak bardzo absurdalne bywają moje myśli. Boję się, że kolejny tekst – jeżeli się okaże tym ostatecznym – nie będzie zbyt wystarczający. Co to znaczy? Mogę coś pominąć, pomylić się, za bardzo przesadzić z treścią, nie wiem. Dlatego takie przerwy w publikacjach.

Kocham pisać. Czasami myślę sobie, że nie rozwinąłem skrzydeł na tyle, by świat o mnie usłyszał. Później dochodzi do mnie wizja mojej rodziny, znajomych, którzy trzymają w rękach mój tomik Rewolucja Stanu Umysłu i pomimo iż mało co z niego rozumieją, cieszą się z mojego sukcesu, nie ważne jakich jest rozmiarów.

Wiersz zwykle zaczynam od tytułu. Dalej idzie cała reszta. Nie znam tytułu mojego ostatniego wiersza, lecz gdybym z jakiś przyczyn był zmuszony zawiesić rękawice na kołku to chciałbym zostać podsumowany jednym słowem – milczenie.

Cenię sobie ciszę oraz słuchanie ciszy. Lubię milczeć i obserwować. Następnie piszę to co zobaczyłem i dopowiadam to czego nie usłyszałem. Tak w skrócie wygląda moja twórczość.

Na koniec, tak już króciutko: NIECH MAGIA POEZJI BĘDZIE Z WAMI!

 

Święta, święta i…

Taaak…

Już niebawem padną z ust Polaków te słowa. Słowa, które są jednocześnie smutne, zawierają przekaz upływającego czasu, westchnienia oraz wewnętrznej zadumy: Abyśmy za rok doczekali.

Święta, święta i po świętach.

Jednak, myślę sobie, że w tym roku może być inaczej. Wskazówek zegara nie da się zatrzymać. W zasadzie to można wyjąć baterie, ale to nic nie zmieni prawda?

Święta są codziennie. Codzienna celebracja mojego
JA, JESTEM. TY, JESTEŚ. ONI, SĄ.
I tak dalej, i tak dalej.

W trakcie świątecznych porządków, świątecznej przerwy od szkoły lub pracy, świątecznej atmosfery oraz świątecznych przygotowań kulinarnych pomyśl: ILE ZOSTAŁO CI ŻYCIA? ILE TEGO ŻYCIA JESZCZE PRZED TOBĄ? 

Jedna wielka niewiadoma, a jednak w trakcie odpowiedzi sprawa staje się klarowna – NIE WARTO ZMARNOWAĆ ANI CHWILI.

Wesołych Świąt!
Dziękuję, że czytacie moje wiersze i wpisy.
Magia poezji niech będzie z Wami!

swieta2_(www.e-gify.pl)

poetadominik

Dni sprzed zaćmienia 

Zapada zmrok
Gasną światła
Zero niepotrzebnego hałasu
Kiedyś godzina policyjna
Dziś standardowe życie gdy zachodzi słońce
Nawet ono ma już dosyć
Protest natury
Kłopoty człowieka

Czasami myśle o tamtych dniach
Tych sprzed zaćmienia
Ile roślin nie zdążyłem poznać
Ich zapachu i przeznaczenia
To może zabrzmieć smutno
Chciałbym przestać istnieć jak one
Powolnym krokiem dotrzeć do końca
Później budzę się z tego snu i patrzę na nowy świat
Planeta już obraca się wolniej
Ocean już nie taki spokojny
Zwierzęta dziczeją
Ludzie
Ach ludzie
Cóż za prymitywna rasa
Sami do tego doprowadziliśmy
Z pełna świadomością
Tak jakby skazać samego siebie na śmierć
I żyć z tym przez wiele lat
Później spojrzeć prawdzie w oczy
I przeprosić za błąd
Za późno
Teraz piach
Gruz
Zalane pola
Umarłe lasy

A dusze już dawno nas opuściły
Adieu
Arrivederci
Adios
Amen

Uciekł i nie wrócił 

Zniknął rozpłyną się wraz z ostatnim promieniem słońca
Zatopił się w stygnącym wosku zapachowej świeczki
Nic nie powiedział
Odszedł bez szeptu
Cichutko na palcach po drewnianej podłodze
Nie robiąc najmniejszego hałasu
Wyszedł i nie wrócił

Jaki był?
Inny.
Koniecznie chciał być wielki.
Większy niż Atlas trzymający ziemie na swych potężnych barkach
Zagubiony.
Często chodził zamyślony zakłopotany zapatrzony
Unikalny w swym rodzaju
Patrzył ponad gwiazdy
Szukał sensu w nienormalnym
Nie używał słów wdzięczności
Gonił pod prąd gasił jasność
A po ciemku bał się zasnąć
Widział cień postaci zarys
Tracił zmysły chciał go zranić
Rozbił pieści o kruche brytyjskie ściany
Dobrze wiedział że to wszystko na nic
Nie ucieknie od przeszłości
Nie znieczuli tamtych wydarzeń
Dlatego uciekł
Schronił się przed potęga własnych obrażeń


WilliamCezar

Zainfekowany

Jesienny stroik zmoczonych liści
Drzewa czynią ukłony
Poległy od siły żywiołu ziemskiego
Szlaki błotem posłane
Niebo ponurym odcieniem szarości swą obecność zaznacza
Krople po brudnej szybie spływają mozolnie
Jedna na drugą łącząc się w jedną
Ciężarem swym torują spływ dla reszty
Ogólnie mokry i smutny klimat przenika przez skórę człowieka

Na kilka dni odłączony od świata żywych
Kwarantanna
Zainfekowany wirusem o nazwie
Mam dosyć tego przykrego kraju


Kiedy już przeziębienie wprowadza w stan najwyższej inspiracji do pisania poezji o sytuacji podbramkowej – bo przecież chory facet w domu to najgorszy rodzaj końca świata.

Ja i mój wierzchowiec

Jadę samotnie przemierzam pustkowia pobliskich rejonów
Szukam prawdy kryjącej się za warstwą nieokiełznanych uczuć
Kołysząc się łagodnie na grzbiecie mojego wierzchowca
Wsłuchuję się w ciszę przenikającą strefę zieleni i piachu
Zielony przesmyk – tak na to wołają
Dla mnie jest punktem obserwacyjnym
Aby wypatrzeć myśli dobiegające z przyszłych niedalekich wydarzeń
Stoję na szczycie a moje oczy wpatrzone w horyzont
Gonią za granicą filtrując każdy napotkany wyróżniający się obiekt.
Jestem obserwatorem życia
Obserwatorem swojego losu
Przerzucam nogę nad siodłem
Gwałtownym dotykiem pięty w tułów przywracam do życia
Żarzące się ciało głodne przygód dnia jutrzejszego
Ściemnia się a droga powrotna wymaga czasu
Dziś mamy go dla siebie a jutro to jedna wielka zagadka.


Dnia 3/10/2019 oddałem na cele charytatywne ( http://www.r-evolution.org.uk/ ) mój wspaniały rower, na którym przejechałem setki kilometrów. Posłużył mi prawie trzy sezony. Nigdy dotąd nie wyobrażałem sobie, jak silne może być połączenie emocjonale z rzeczą martwą. Wydaje mi się, iż rzeczy, do których się przyzwyczajami stają się częścią nas i dostają kawałek żywej duszy. Będę wspominał ten dzień.

First time

First time for an average kid
will it hurt or will it be fine?
I had my First Holy Communion
when I was nine
but that’s just different
entering the city of amber and black
being a foreigner with
no chance to go back
lonely lost living abroad
upon the river that’s cold and uneven
it isn’t my big dream of city-like-heaven

first time for an average boy
walked through school’s double doors
for the first time looking through
double glazed windows
like my simple life is about to end
double stressed sat down in the tight classroom
full of polish girls and lads
had to speak up in a foreign language
to my compatriot
shut the front door no way
again there was no other way

for the first time I have tried
fish and chips
lovely taste indeed
I licked my lips
I could not resist it
milestone moment
a moment remembered forever
now I write this over ten years later
I can relish that brief of time
wish it will never go away
like my freedom that passed

Powakacyjne pytania

Zastanawialiście się kiedyś, co tak naprawdę skrywa w sobie poezja? Jaka mocą emanuje? Co powoduje, że jest tak bardzo unikalnym bytem, częścią i całością, wrażliwością i solidnym strzałem w twarz.

***

A co, gdyby jej nie było? Gdyby nikt nie używał słów tak pięknych, często otrzepanych z kurzu, będących esencją poniekąd zapomnianego języka, którym kiedyś posługiwaliśmy się na co dzień. Jak mają się sprawy z odbiorem poetyckich tekstow powiązanych ze sobą często nie bezpośrednim przekazem oraz skomplikowaną myślą będącą odzwierciedleniem stanu umysłu autora, bądź opisaniem specyficznej sytuacji mającej solidne podłoże emocjonalne?

***

To wszystko można podsumować jednym bardzo ważnym zdaniem: Możliwości użycia języka są nieograniczone, jednak jego zrozumienie zależy od otwartości umysłu względem różnych ewentualności. Ograniczenie to tylko słowo. Zła strona, która została oklejona etykietą niegatywnej wibracji przez osobę, której w danym momencie życia coś nie podeszło. Dla mnie to kwestia totalnie odrębna i objektywna.

***

Powrót do korzeni. Powrót do źródła. Szukanie powodu d l a c z e g o tutaj jestem? Kim jestem oraz jakie jest moje przeznaczenie?
Niecodzienne pytania ukryte w monotonii bladego dnia. Kolory świata, dźwięki otoczenia, synchronizacja natury z człowiekiem, bogactwo przestrzeni – rzadko zauważalne sprawy dające masę szczerego szczęścia.

***

Zagubienie w byciu kreacją postaci, wymyślonym pseudonimiem, wizerunkiem. Zmęczenie w byciu motywem i autorem jakiegoś projektu. Poszukiwania sensu tworzenia, sensu w dążeniu do niby sukcesu. Czym jest sukces? Czy jest czymś nieosiągalnym? Każdy przeżyty dzień jest sukcesem. Różnicą jest idywidualna skala każdego z nas. Różnica leży w perspektywie – mierzę w cel lub ponad cel?

***

Dzisiaj zaczynam drogę ku wolności od stałych, ograniczonych, schematycznych przekonań. Wszystko co jeszcze nie odkryłem w sobie jest moją motywacją. Wszystko co jeszcze nie wiem o życiu, świecie, świadomości i miłości jest wspaniałym powodem do ukończenia dnia z uśmiechem na twarzy.

Useful demons

source of anger
hidden deep inside my soul
me
me looking for demons
to sign a pact
to be unstoppable
to be powerful me
my head filled with
thoughts full of danger
I cannot resist it
I am a writer
am an angry writer
who has useful demons
as pets

pdah7272

Blog at WordPress.com.

Up ↑