Dni sprzed zaćmienia 

Zapada zmrok
Gasną światła
Zero niepotrzebnego hałasu
Kiedyś godzina policyjna
Dziś standardowe życie gdy zachodzi słońce
Nawet ono ma już dosyć
Protest natury
Kłopoty człowieka

Czasami myśle o tamtych dniach
Tych sprzed zaćmienia
Ile roślin nie zdążyłem poznać
Ich zapachu i przeznaczenia
To może zabrzmieć smutno
Chciałbym przestać istnieć jak one
Powolnym krokiem dotrzeć do końca
Później budzę się z tego snu i patrzę na nowy świat
Planeta już obraca się wolniej
Ocean już nie taki spokojny
Zwierzęta dziczeją
Ludzie
Ach ludzie
Cóż za prymitywna rasa
Sami do tego doprowadziliśmy
Z pełna świadomością
Tak jakby skazać samego siebie na śmierć
I żyć z tym przez wiele lat
Później spojrzeć prawdzie w oczy
I przeprosić za błąd
Za późno
Teraz piach
Gruz
Zalane pola
Umarłe lasy

A dusze już dawno nas opuściły
Adieu
Arrivederci
Adios
Amen

Uciekł i nie wrócił 

Zniknął rozpłyną się wraz z ostatnim promieniem słońca
Zatopił się w stygnącym wosku zapachowej świeczki
Nic nie powiedział
Odszedł bez szeptu
Cichutko na palcach po drewnianej podłodze
Nie robiąc najmniejszego hałasu
Wyszedł i nie wrócił

Jaki był?
Inny.
Koniecznie chciał być wielki.
Większy niż Atlas trzymający ziemie na swych potężnych barkach
Zagubiony.
Często chodził zamyślony zakłopotany zapatrzony
Unikalny w swym rodzaju
Patrzył ponad gwiazdy
Szukał sensu w nienormalnym
Nie używał słów wdzięczności
Gonił pod prąd gasił jasność
A po ciemku bał się zasnąć
Widział cień postaci zarys
Tracił zmysły chciał go zranić
Rozbił pieści o kruche brytyjskie ściany
Dobrze wiedział że to wszystko na nic
Nie ucieknie od przeszłości
Nie znieczuli tamtych wydarzeń
Dlatego uciekł
Schronił się przed potęga własnych obrażeń


WilliamCezar

Zainfekowany

Jesienny stroik zmoczonych liści
Drzewa czynią ukłony
Poległy od siły żywiołu ziemskiego
Szlaki błotem posłane
Niebo ponurym odcieniem szarości swą obecność zaznacza
Krople po brudnej szybie spływają mozolnie
Jedna na drugą łącząc się w jedną
Ciężarem swym torują spływ dla reszty
Ogólnie mokry i smutny klimat przenika przez skórę człowieka

Na kilka dni odłączony od świata żywych
Kwarantanna
Zainfekowany wirusem o nazwie
Mam dosyć tego przykrego kraju


Kiedy już przeziębienie wprowadza w stan najwyższej inspiracji do pisania poezji o sytuacji podbramkowej – bo przecież chory facet w domu to najgorszy rodzaj końca świata.

Czas ucieczki

Czas ucieka
Czas uciekać
Nic mnie już tu nie trzyma
Odrobinę sentymentu
Może mniej niż chciałbym mieć
Tęsknić ja z pewnością nie zamierzam
Za to wspomnieć mogę z czasem
Czas rozpływa się jak ciecz
Ciecz tak cwana i przebiegła
Niby masz ją w garści teraz
A za moment znajdzie ujście
Zwieje z czasem
W pogodni za swym przeznaczeniem
Bądź jak woda mawiał mistrz pewien
Jedno jest pewne
Jedna studnia nie zapewni wody wiecznie
Czas ucieka
Wody ubywa
Pora znaleźć nowego źródła miejsce

 


Kiedy przyjdzie ten moment, w którym człowiek człowiekowi zacznie być największym wrogiem – co zrobisz? Życie lub śmierć albo…

Małe światełko w tunelu

Na początku zawsze jest uśmiech
Od ucha do ucha
Ten szczery prawdziwy uśmiech
Nawet oczy się śmieją
Ciało układa się i formuje
W szczęśliwy splot namiętnych uniesień
Lecz kiedyś musi nadejść ten dzień
Radosne twarze zastygły
Myśli narwanym rytmem
Odbierają właściwe funkcje człowieka
Umysł zaczyna szaleć i panikować
Instynkt przetrwania bierze górę
Nadchodzi ciemność
A granica jest bardzo cienka
Dzisiaj stoisz chodzisz i biegasz
Jutro pełzasz i prosisz o litość
By móc chociaż usiąść
Przez mękę do szczęścia mawiają
Taki układ chodź trudny do zniesienia
Może być jedyną z możliwych dróg
Przemyśl jaką decyzję podejmiesz dziś
Bo jutro może już cię tu nie być
A małe światełko w tunelu
Wciąż na ciebie czeka
Swym lichym lecz pełnym nadziei blaskiem
Wyznacza ścieżkę przyszłości
Jeszcze jest szansa aby to wszystko naprawić
Poskładać w całość to co było porozrzucane
Każdy element starannie złączyć z kolejnym
A nazajutrz świat będzie o niebo lepszy
Bynajmniej taki jest plan

 


Czasami potrzeba poczekać na ten odpowiedni moment. Jednak warto mieć z tyłu głowy tykające wskazówki zegara.

Home and family

East or West, home’s best
That what they saying
Where is my home?
Where is my family? And…
Where are we now?

‘Ull my fella. We are ‘Ull.
An unexpected course of events
Feel lost in this new world
I stood listening to the dialect
I went back to my family
We will not live here a day longer

Ten years later

Still here
Still breathing
Still, have hope to find our true home…

First time

First time for an average kid
will it hurt or will it be fine?
I had my First Holy Communion
when I was nine
but that’s just different
entering the city of amber and black
being a foreigner with
no chance to go back
lonely lost living abroad
upon the river that’s cold and uneven
it isn’t my big dream of city-like-heaven

first time for an average boy
walked through school’s double doors
for the first time looking through
double glazed windows
like my simple life is about to end
double stressed sat down in the tight classroom
full of polish girls and lads
had to speak up in a foreign language
to my compatriot
shut the front door no way
again there was no other way

for the first time I have tried
fish and chips
lovely taste indeed
I licked my lips
I could not resist it
milestone moment
a moment remembered forever
now I write this over ten years later
I can relish that brief of time
wish it will never go away
like my freedom that passed

Powakacyjne pytania

Zastanawialiście się kiedyś, co tak naprawdę skrywa w sobie poezja? Jaka mocą emanuje? Co powoduje, że jest tak bardzo unikalnym bytem, częścią i całością, wrażliwością i solidnym strzałem w twarz.

***

A co, gdyby jej nie było? Gdyby nikt nie używał słów tak pięknych, często otrzepanych z kurzu, będących esencją poniekąd zapomnianego języka, którym kiedyś posługiwaliśmy się na co dzień. Jak mają się sprawy z odbiorem poetyckich tekstow powiązanych ze sobą często nie bezpośrednim przekazem oraz skomplikowaną myślą będącą odzwierciedleniem stanu umysłu autora, bądź opisaniem specyficznej sytuacji mającej solidne podłoże emocjonalne?

***

To wszystko można podsumować jednym bardzo ważnym zdaniem: Możliwości użycia języka są nieograniczone, jednak jego zrozumienie zależy od otwartości umysłu względem różnych ewentualności. Ograniczenie to tylko słowo. Zła strona, która została oklejona etykietą niegatywnej wibracji przez osobę, której w danym momencie życia coś nie podeszło. Dla mnie to kwestia totalnie odrębna i objektywna.

***

Powrót do korzeni. Powrót do źródła. Szukanie powodu d l a c z e g o tutaj jestem? Kim jestem oraz jakie jest moje przeznaczenie?
Niecodzienne pytania ukryte w monotonii bladego dnia. Kolory świata, dźwięki otoczenia, synchronizacja natury z człowiekiem, bogactwo przestrzeni – rzadko zauważalne sprawy dające masę szczerego szczęścia.

***

Zagubienie w byciu kreacją postaci, wymyślonym pseudonimiem, wizerunkiem. Zmęczenie w byciu motywem i autorem jakiegoś projektu. Poszukiwania sensu tworzenia, sensu w dążeniu do niby sukcesu. Czym jest sukces? Czy jest czymś nieosiągalnym? Każdy przeżyty dzień jest sukcesem. Różnicą jest idywidualna skala każdego z nas. Różnica leży w perspektywie – mierzę w cel lub ponad cel?

***

Dzisiaj zaczynam drogę ku wolności od stałych, ograniczonych, schematycznych przekonań. Wszystko co jeszcze nie odkryłem w sobie jest moją motywacją. Wszystko co jeszcze nie wiem o życiu, świecie, świadomości i miłości jest wspaniałym powodem do ukończenia dnia z uśmiechem na twarzy.

Granica cyfrowej niewiedzy

Stojący pan nad brzegiem cyfrowej przepaści
Rozwiązuje szyfr za i przeciw
Pyta sam siebie czy się opłaci
Gryzie wargi mruży oczy
Grymas na jego twarzy prosi o chwilkę prywatności
O jeszcze jedną stronę niby radości
Przewraca wirtualne kartki bez końca
Nikt mu się do życia nie wtrąca
Zamknięty w jakby bezpiecznym schemacie
Drąży tunele wyobraźni
O świecie fikcyjnych przyjemności
Gubi się w pętli czasu i znaków
Karmi się cyferkami swych postów
Podgląda znajomych pobudza swe ego
Na domiar tego nie wychodzi z domu
Nie opuszcza terytorium wspaniałego
Surfuje po sieci w sieć srogą wplątany
Zachowuje obrazy zapisuje witryny
Przerzuca siano kciukiem bez większego wysiłku
Maleje mu pamięć rośnie apetyt
Jak daleko leży granica?
Gdzie kres tego cyrku?
Co powoduje takie zachowania?
Kiedy pan z wiersza zatrzyma swoje postępowanie?
Brak zasięgu
Skoczył
Offline.

 

Blog at WordPress.com.

Up ↑