Nowe karty ze starej skrzyni

dlaczego tak trudno spojrzeć w przeszłość z
uśmiechem
zawsze wrażliwy punkt zostaje
odsłonięty
przełom w dotyku niby zapomnianych
wspomnień
nowa talia kart wyjęta ze starej skrzyni
jak do tego doszło
kto temu zaradzi
każdy krok każde westchnienie
każdy skok w tył dodatkowe
utrapienie
a żeby wyciągnąć wnioski
pobawić się losem swoim
pogłaskać małego siebie po policzu
powiedzieć że będzie dobrze
czy to coś zmieni
jednym ruchem dłoni przekształcić
wypełnioną przestrzeń

 

pd4566

 

Spadkobierca

 

życie bogactwem
pogrążony w kłamstwie
z maską na twarzy
ubrany w brudne ciuchy
starszy pan podróżuje

ogarnięty strachem
ogląda się za siebie
poszukuje odpowiedzi
w którym momencie życia
błąd popełnił

✦✦✦


Poeta z Hullywood – tutaj znajdziesz opis do tego wiersza oraz innych

o słodkiej lady

Posłuchajcie ludzie mej historii. Inspiracji jest w niej nie mało, bo to życie ją pisało. Ją? Kto to taki? A poezja.

Słodka Lady ją nazwali. Bo nosiła szal wspaniały.
No i suknię aksamitną.
Dostrzec było można ją z oddali.

Dumnym krokiem kwieciste aleje przemierzała.
Słodką woń perfum za soba pozostawiała.
A chciała, chciała by ją dostrzec.
Wielu chłopa czarem oblec.
Nie tak prędko damo złota.
Bo pojawił się zuchwalec.
Przegnał, spławił, pozamiatał…
Dusił, siekał i na dno sprowadzał.

A co z Lady, przecie truchleje?
Nie bój żaby – już ja się nią zaopiekuję.
Swym silnym ramieniem otulę.
Do ucha czułe słówko szepnę.
A walecznością rozwieje wszelkie obce nadzieje.

Słodka Lady na to przystała.
Po dziś dzień swe serce w opiekę mi przyznała.
A to ci dopiero historia…
Bo na faktach oparta.

 


Poeta z Hullywood FACEBOOK
Poeta Dominik INSTAGRAM
MrHULLski (fotografie) INSTAGRAM
z Hull do Łomży (film) YOUTUBE
Poetycki Gaming (film) YOUTUBE

Wycieczka po Białym Sadzie

słucham śpiewu ptaków przy porannym chłodzie
nim słońce wyjrzy a miasto do żywych wróci
jest jeszcze czas by spojrzeć prawdzie w oczy
a skrywa się ona w ciemnych zakamarkach
skażona i często pod maską kłamstwa
sekretna i szorstka
patrzę na martwe rozkładające się ciała
much pająków i robactw
jakaś plaga przeszła przed progiem mego domu
dogaszam papieros
pod wpływem wyobraźni zataczam się
ostatkiem sił na piętro by wznowić
wycieczkę po Białym Sadzie

Słowa mają dusze

notatka za notatką
godzina przed notatką
zamyślony o notatce
siedzi mąż na ławce
sporządza notatkę
główkuje eksperymentuje
zaraz kawki z termosu od ukochanej żony spróbuje
nadal myśli rozmyśla
wytęża swój umysł
a nic nie wychodzi mu
no nic nie pasuje tu
wszystko się psuje
więc od zera buduje
dwa słowa tak silne
tak bystre
tak ostre
tak bardzo poważne
zawsze ważne
przeważnie istotne
z wyjątkiem jedynym
gdy czujesz a nie umiesz
napisać
powiedzieć
wykonać
przekazać
to tak tkwisz i główkujesz
a gdyby tak po prostu
zwyczajnie prosto z mostu
dać słowom duszę
dać im swobodę
uznanie szacunek
dać parę dłoni by mogły zrozumieć
co czyni człowieka człowiekiem
i jaką ma skórę
okazać im dobroć
nie bronić milczenia
a dnia pewnego z pewnością
przyjdą wyjdą z cienia
usiądą przy żonie
otulą swym ciepłem
zgaszą pragnienie
głuchego w sercu brzmienia

Niebieskie światło

Dzień za dniem nie wystarcza.
Za oknem mroźne powietrze.
Zimowy angielski wiatr.
Przemierzam te same szlaki każdego dnia.
Dnia wczorajszego i dnia jutrzejszego.
A dziś? Dziś stoję przy niebieskim światełku.
Doceniam obecną chwilę.

Nieco później światło zgasło.
Niebieskiego światła brak.
Cicha nicość.
Cichy ja.


Po interpretacje, przemyślenia oraz dodatkowe informacje udaj się do Poeta z Hullywood.

nowy dzień nowy ja

staram się
wciąż upadam
końcówką sił
życie poskładam
na jutrzejszy dzień poczekam
obudzę się i ponarzekam

jest już jutro
kawa się parzy
noga na nodze
w telefon patrzę
obudzony i o dziwo
nie wkurzony

nowy dzień
nowy ja
nowe wszystko dookoła
dłuższy włos na brodzie
bliżej do wypłaty
o w mordę
cieszę się z mojego życia
i o to chodzi

Ku pamięci

Smutna sprawa kiedy za prawdą idzie kara
I biada temu kto swą głową niewłaściwie włada
Trudna strata
Za pokój i ciszę nieustanna gonitwa
Niepotrzebny strach
Setki przeciwności by nasz bieg zaprzestać
Brudny pakt
W zmowie z ciemnym duchem
Na drogę piekieł chcą podstępem zesłać
Za słowo dające nadzieję
Za czyny zwracające życie
Za myśli w kierunku lepszego bycia

ku pamięci tych [*] którzy walczyli o dobro wolność i spokój ducha

Więcej nie zniosę

Sponiewierani przez czas wygłaszają modlitwę
Zagłuszeni myślami denerwują otoczenie
Składają dzięki stojąc pod symbolem
Rozkładają ręce niczym dziwka nogi przy stole

Dlaczego? Sterczysz i gapisz się w ich modły
Każdy twój krok staje się mniej swobodny
Ruch kapłana jak maga na setnym poziomie
Jeden wystarczy byś zatopił się w pokłonie

Kiedyś z pokorą dzierżąc kielich dumnie
Dzwoniąc przy nabożeństwie do upadłego
Oddawałem cześć wielkiemu stwórcy
Stałem na czele obrońców wiary

Jak do tego doszło
Jak przez dłonie przeszło
Gdzie mnie to zaniosło
Kiedy rany się zrosną

Więcej nie zniosę
Nie będę patrzył na fałszywe obrazy
Największym grzechem pochowam w sobie
Dostęp do przekręconej wiary

Po wszelkie analizy wpisów udaj się na Facebook @poetadominik

Blog at WordPress.com.

Up ↑