trudny los artysty

Rzadziej piszę poezję ostatnimi czasy i nie chodzi tu o wypalenie. Nic z tych rzeczy. Wiersze są już ze mną prawie dekadę. W sensie jestem z nimi związany tak długo. To znaczy, nie jako para… Nie ważne.

Kiedy zasiadam do napisania mam wrażenie, że to będzie mój ostatni i się tego boje. Czemu ostatni? Może przez fakt, że idą trudne czasy, klimat się zmienia, nigdy nie wiadomo co będzie jutro. A może po prostu stracę rękę i niczego już nie napiszę – tak bardzo absurdalne bywają moje myśli. Boję się, że kolejny tekst – jeżeli się okaże tym ostatecznym – nie będzie zbyt wystarczający. Co to znaczy? Mogę coś pominąć, pomylić się, za bardzo przesadzić z treścią, nie wiem. Dlatego takie przerwy w publikacjach.

Kocham pisać. Czasami myślę sobie, że nie rozwinąłem skrzydeł na tyle, by świat o mnie usłyszał. Później dochodzi do mnie wizja mojej rodziny, znajomych, którzy trzymają w rękach mój tomik Rewolucja Stanu Umysłu i pomimo iż mało co z niego rozumieją, cieszą się z mojego sukcesu, nie ważne jakich jest rozmiarów.

Wiersz zwykle zaczynam od tytułu. Dalej idzie cała reszta. Nie znam tytułu mojego ostatniego wiersza, lecz gdybym z jakiś przyczyn był zmuszony zawiesić rękawice na kołku to chciałbym zostać podsumowany jednym słowem – milczenie.

Cenię sobie ciszę oraz słuchanie ciszy. Lubię milczeć i obserwować. Następnie piszę to co zobaczyłem i dopowiadam to czego nie usłyszałem. Tak w skrócie wygląda moja twórczość.

Na koniec, tak już króciutko: NIECH MAGIA POEZJI BĘDZIE Z WAMI!

 

2020

Pierwszy wpis w nowym roku 2020.

Bieganina. Plątanina. Krzątanina.
Każdy biega, plącze się i tworzy sztuczny tłum. Zegar tyka, sprawy ważne w okresie świątecznym stają się mniej ważne. Papierologia znika na czas kolędowania, celebracji urodzin kogoś z rodziny, a strefa gastronomiczna prawie pęka od nadmiaru jadła. Licznik od prądu zapierdziela jak szalony, a bezpieczniki wyciskają z siebie siódme poty, by udźwignąć ciężar dekoracji, światełek, migoczących łańcuchów. Gdyby nie fakt utrzymywania oraz przekazywania tradycji dalej, z roku na rok wraz z nowym rokiem mogę odetchnąć z uglą.

Dla mnie to temat trudny chociażby ze względu na wydarzenia rodzinne, które kilka lat temu zabiły we mnie magię świąt. Mimo przeszłości staram się opanować żal i gniew dając z siebie sto procent, aby chociaż dzieciaki cieszyły się z przybycia białego brodacza. Nie jest istotny sam fakt prezentów, a bardziej klimat, który wspólnie tworzymy by świętować co roku, dodając kolejne warstwy wspomnień do osobistych pamiętników.

Czy jest tutaj puenta?

Może głębszej nie ma, lecz pomimo moich osobistych zmagań, emocjonalnych wzniesień i upadków, nieudanych prób bycia idealnym ojcem, traktuję okres świąteczny jako czas przemiany wewnętrznej. Coś magicznego unosi się w powietrzu, coś sprawia, że chcę mi się tworzyć, piec ciasta, gotować i ogarniać dom. Widzę większy sens starania się, a horyzont już nie wprowadza mnie w stan obaw. Czuję się bezpieczniej i swojo. Nawet życie na emigracji nie jest już taką przeszkodą.

A może to wszystko dzieje się za sprawą miłości? Może to ona mnie zmienia…


Szczęśliwego Nowego Roku 2020

Święta, święta i…

Taaak…

Już niebawem padną z ust Polaków te słowa. Słowa, które są jednocześnie smutne, zawierają przekaz upływającego czasu, westchnienia oraz wewnętrznej zadumy: Abyśmy za rok doczekali.

Święta, święta i po świętach.

Jednak, myślę sobie, że w tym roku może być inaczej. Wskazówek zegara nie da się zatrzymać. W zasadzie to można wyjąć baterie, ale to nic nie zmieni prawda?

Święta są codziennie. Codzienna celebracja mojego
JA, JESTEM. TY, JESTEŚ. ONI, SĄ.
I tak dalej, i tak dalej.

W trakcie świątecznych porządków, świątecznej przerwy od szkoły lub pracy, świątecznej atmosfery oraz świątecznych przygotowań kulinarnych pomyśl: ILE ZOSTAŁO CI ŻYCIA? ILE TEGO ŻYCIA JESZCZE PRZED TOBĄ? 

Jedna wielka niewiadoma, a jednak w trakcie odpowiedzi sprawa staje się klarowna – NIE WARTO ZMARNOWAĆ ANI CHWILI.

Wesołych Świąt!
Dziękuję, że czytacie moje wiersze i wpisy.
Magia poezji niech będzie z Wami!

swieta2_(www.e-gify.pl)

poetadominik

Powakacyjne pytania

Zastanawialiście się kiedyś, co tak naprawdę skrywa w sobie poezja? Jaka mocą emanuje? Co powoduje, że jest tak bardzo unikalnym bytem, częścią i całością, wrażliwością i solidnym strzałem w twarz.

***

A co, gdyby jej nie było? Gdyby nikt nie używał słów tak pięknych, często otrzepanych z kurzu, będących esencją poniekąd zapomnianego języka, którym kiedyś posługiwaliśmy się na co dzień. Jak mają się sprawy z odbiorem poetyckich tekstow powiązanych ze sobą często nie bezpośrednim przekazem oraz skomplikowaną myślą będącą odzwierciedleniem stanu umysłu autora, bądź opisaniem specyficznej sytuacji mającej solidne podłoże emocjonalne?

***

To wszystko można podsumować jednym bardzo ważnym zdaniem: Możliwości użycia języka są nieograniczone, jednak jego zrozumienie zależy od otwartości umysłu względem różnych ewentualności. Ograniczenie to tylko słowo. Zła strona, która została oklejona etykietą niegatywnej wibracji przez osobę, której w danym momencie życia coś nie podeszło. Dla mnie to kwestia totalnie odrębna i objektywna.

***

Powrót do korzeni. Powrót do źródła. Szukanie powodu d l a c z e g o tutaj jestem? Kim jestem oraz jakie jest moje przeznaczenie?
Niecodzienne pytania ukryte w monotonii bladego dnia. Kolory świata, dźwięki otoczenia, synchronizacja natury z człowiekiem, bogactwo przestrzeni – rzadko zauważalne sprawy dające masę szczerego szczęścia.

***

Zagubienie w byciu kreacją postaci, wymyślonym pseudonimiem, wizerunkiem. Zmęczenie w byciu motywem i autorem jakiegoś projektu. Poszukiwania sensu tworzenia, sensu w dążeniu do niby sukcesu. Czym jest sukces? Czy jest czymś nieosiągalnym? Każdy przeżyty dzień jest sukcesem. Różnicą jest idywidualna skala każdego z nas. Różnica leży w perspektywie – mierzę w cel lub ponad cel?

***

Dzisiaj zaczynam drogę ku wolności od stałych, ograniczonych, schematycznych przekonań. Wszystko co jeszcze nie odkryłem w sobie jest moją motywacją. Wszystko co jeszcze nie wiem o życiu, świecie, świadomości i miłości jest wspaniałym powodem do ukończenia dnia z uśmiechem na twarzy.

Granica cyfrowej niewiedzy

Stojący pan nad brzegiem cyfrowej przepaści
Rozwiązuje szyfr za i przeciw
Pyta sam siebie czy się opłaci
Gryzie wargi mruży oczy
Grymas na jego twarzy prosi o chwilkę prywatności
O jeszcze jedną stronę niby radości
Przewraca wirtualne kartki bez końca
Nikt mu się do życia nie wtrąca
Zamknięty w jakby bezpiecznym schemacie
Drąży tunele wyobraźni
O świecie fikcyjnych przyjemności
Gubi się w pętli czasu i znaków
Karmi się cyferkami swych postów
Podgląda znajomych pobudza swe ego
Na domiar tego nie wychodzi z domu
Nie opuszcza terytorium wspaniałego
Surfuje po sieci w sieć srogą wplątany
Zachowuje obrazy zapisuje witryny
Przerzuca siano kciukiem bez większego wysiłku
Maleje mu pamięć rośnie apetyt
Jak daleko leży granica?
Gdzie kres tego cyrku?
Co powoduje takie zachowania?
Kiedy pan z wiersza zatrzyma swoje postępowanie?
Brak zasięgu
Skoczył
Offline.

 

Już nie czekam

Czas stoi.
A ja siedzę pod drzewem i już
nie czekam.
Już nie widzę powodu.
Czuję jak chłodny wiatr
uderza mnie w szyję.
Kosmyk włosów ociera się
w niezsynchronizowanym rytmie o rzęsy.
Dreszcz przeleciał jak połowa roku.
Było…
a nagle nie ma.

Nadchodzi czas refleksji.
Głębokich i głębszych przemyśleń…
Obecny stan ducha o kolejną
dawkę adrenaliny się upomina.
Więc dosiadam dwukołowego rumaka.
Gnam ile sił…
By za moment raptownie wyhamować.
By nie przegapić pięknych chwil.

Szum betonowej dżungli

niejednostajny ruch miasta
oddech przechodniów zanika przy dźwiękach ulicy
mało schematyczny gwar
wielotematyczny układ par
oczy skierowane w prostokątne pudełka
nafaszerowane układami scalonymi
układy i układziki
cwaniaki i kradzione kolczyki
szum betonowej dżungli
symulator rzeczywistości
walka o przetrwanie
światło czerwone nikogo nie zobowiązuje
sygnał pogotowia nie wzbudza paniki
obojętność stała się wszystkim
a wszyscy stali się nikim

łatwo nie jest

podążam w stronę światła
zamykam oczy w obawie przed tym
co mnie może zaskoczyć
uśmiech przez łzy
tak to się nazywa
na każdym kroku rozłożone sidła
jak żyć zatem pytam siebie
kolejna zapisana strona
o tym co w piekle i o tym co w niebie
a jutro z wczoraj walczą zawzięcie
pilna sprawa na dzisiaj
nie może czekać jak kiedyś

Wybieram wygraną

Jedna kluczowa decyzja. Nowy, całkowicie odmienny start. Wyjątkowa chwila.
Fundamenty płoną, a dotychczasowa nagromadzona wiedza zda się na nic.
Błądzenie po nieznanym gruncie. Panika i zakłopotanie. Przyśpieszone tętno.
Krew buzuje. Nie na darmo. Instynkty ostrzegają człowieka przed terenem wcześniej nie eksplorowanym. Wiotkie nogi. Sucho w ustach. Ścisk w brzuchu. Wszystko się zgadza.
Podekscytowanie wymieszane z dozą niepewności. Element zaskoczenia.
Bum! Strzał. Jeden po drugim. Nie ma odwrotu. Machina zmiany ruszyła. Linia z nakazem jazdy do przodu. Najbliższy nawrót możliwy dopiero po pierwszej porażce, która może kosztować życie. Wybieram wygraną.
Uśmiech na twarzy. Ten zjazd wcale nie był taki straszny. Dziękuję sobie, że to zrobiłem.
W przeciwnym razie nie zasmakowałbym tak fantastycznej przygody jaką jest podjęcie ryzyka.

Blog at WordPress.com.

Up ↑