Pętla

Świat wykonał pętle. A ludzie mu w tym pomogli. W zasadzie to jedno i to samo. Każdy z nas od siebie cegiełkę dołożył. A gdzie tam, to przecież kawał roboty – tak zaniedbać swój jedyny dom. Ale, kogo to ma obchodzić: nie moje podwórko to na nie sЯam. Brzydko odnosząc się w stosunku do ziemi. Tej niekiedyś pachnącej, tętniącej życiem natury. Dzisiaj to klatki wychowują zwierzaki, a smartfony nasze pociechy. Ale, jakie to ma znaczenie, skoro i tak przyjdzie na nas pora. Może nie zaraz – choć, to możliwe – za chwil kilka zgłosi się ktoś po nas. Przyjdzie, ustanie w progu. Bez pukania i zbędnych wyjaśnień rozliczny się z nami: co nasze to już nie nasze. I tak odejdziemy, by ziemię na nowo spulchnić. A świat z czasem zapomni, już trudno. Następna osoba odchodzi i nie będzie już go do snu tulić.

Prolog i Epilog

Prolog

A co, jeżeli nie masz racji? Kiedy myślisz, że ją masz i jesteś w stu procentach przekonany swojej decyzji. Tak bardzo wierzysz w swój wybór, lecz po włączeniu to nie chce działać. To, znaczy twoje życie. Wiadomość: TWOJE ŻYCIE NIE DZIAŁA JAK POWINNO. POCZEKAJ LUB ZRESTARTUJ.
Nie masz nad życiem kontroli. Nawet nie starasz się mieć, ponieważ autopilot odciąża cię każdego dnia. Pamięć mięśniowa oraz przyzwyczajenia pozwalają dotrzeć z punktu a do punktu b, lecz co było pomiędzy? Ile pamiętasz z tej trasy? Gdzie radość, która toważyszyła tobie za pierwszym razem? Hura, mogę jechać samochodem! Ale, jakie to ma znaczenie dzisiaj? Jaki jest sens posiadać coś, kiedy zapominam, że w ogóle to posiadam. Brak szczęścia i brak życia.
Jadę do pracy, każdego dnia mijam te same osoby. Oni się śpieszą, więc wnioskuję, że też jadą do pracy. Zapamiętuję ich twarze. Po tygodniu lub dwóch dojeżdżam do pracy i nie pamiętam czy dzisiaj mijałem przykładowo panią Jolę lub pana Sławka. Umknęła mi przejażdżka i nie wiem jak tam dotarłem. Gdzie wtedy byłem? Tak jakbym utknął w czasoprzestrzeni, przeładowany myślami straciłem kawałek życia. Byłem, zniknąłem i nagle jestem.
Byłem w błędzie oraz wiem, że nie miałem racji. A ty myślisz, że wciąż ją masz? Zależy, z której strony patrzysz. Zależy jaką rację masz na myśli. Twoją? Czy może twoją, lecz bazującą na przekonaniach i uprzedzeniach? Gdy będzie taka potrzeba to oddasz życie za swoją rację? Czy może wyżekniesz się jej i przyznasz do błędu?
Patrzę na swoje życie z perspektywy siedzącej. Nie mierzę się z życiem stojąc, świecąc budową ciała albo umiejętnościami. Tutaj to nie ma znaczenia. Tutaj każdy jest równy. Dlatego zniżyłem się do poziomu dziecka. Chcę przeżywać wszystko na nowo. Chcę doświadczać wszystkiego od początku. Chcę się bawić i cieszyć z zabawy. Chcę móc pić kawę i tylko tym raczyć się w danej sekundzie, minucie, godzinie. Nie czuć upływu czasu, nie spoglądać na zagarek. Przez chwilę dłuższą poczuć się jak nowo narodzony człowiek.
Jeżeli w tym wszystkim nie mam racji – to dobrze. Dziecko nie zawsze ją ma.

Epilog

Coś czego nie ma. Coś, co może pojawić się jutro, lecz jeszcze o tym nie wiesz. Zamykasz oczy, by zasnąć, a tak naprawdę przenikasz w świat astralny, świat fantazji, urojeń, przygód, klęski i niewyjaśnionych wydarzeń.
Ktoś puka do drzwi. Wstajesz, wychylasz się zza rogu, by przypomnieć sobie, że oglądasz ulubiony serial i to właśnie w nim ktoś do tych drzwi pukał.
Strach pomyśleć gdybym był inwalidą. Chory na raka lub potrzebujący nagłego przeszczepu jakiejś partii ciała. Stokrotne dzięki za przypomnienie, że warto iść do przodu, mimo znaku ślepa uliczka. Ponad horyzont. Ponad zasięg własnego umysłu.
Ktoś właśnie patrzy. Ktoś odlicza minuty do końca. Ktoś podlicza dobre i złe zachowania. Budzę się i widzę: kartkę, długopis, telefon, zapalniczkę, paczkę papierosów i niedopitą kawę. Jeszcze nie taka zimna. Jeszcze jest czas, by to wszystko pozmieniać.


Dominik Choromański

Sztuka na poważnie

Od kiedy pierwsze słowa poezji składałem w całość
Moją duszą zawładnął jakiś straszliwy pająk
Swą siecią zaplątał wersy w pergamin
Bym się cofnął i stawił czoła legendom
Bym swą magią poezji łączył ludzi w jedność
Bym trafił na pasterza co swą trzodą dobrze włada
Przekazał mu moc słowa by on to rozpowiadał
Historii czas przemija a sztuka wciąż jak żywa
Renesans odnowienie reinkarnacja wyzwań
Do celu doprowadza mnie żarząca się wciąż iskra
Na sztukę mam swe oko przykute życia gwoździem
Do portu zacumuje gdy zrobię większy postęp

 

Powakacyjne pytania

Zastanawialiście się kiedyś, co tak naprawdę skrywa w sobie poezja? Jaka mocą emanuje? Co powoduje, że jest tak bardzo unikalnym bytem, częścią i całością, wrażliwością i solidnym strzałem w twarz.

***

A co, gdyby jej nie było? Gdyby nikt nie używał słów tak pięknych, często otrzepanych z kurzu, będących esencją poniekąd zapomnianego języka, którym kiedyś posługiwaliśmy się na co dzień. Jak mają się sprawy z odbiorem poetyckich tekstow powiązanych ze sobą często nie bezpośrednim przekazem oraz skomplikowaną myślą będącą odzwierciedleniem stanu umysłu autora, bądź opisaniem specyficznej sytuacji mającej solidne podłoże emocjonalne?

***

To wszystko można podsumować jednym bardzo ważnym zdaniem: Możliwości użycia języka są nieograniczone, jednak jego zrozumienie zależy od otwartości umysłu względem różnych ewentualności. Ograniczenie to tylko słowo. Zła strona, która została oklejona etykietą niegatywnej wibracji przez osobę, której w danym momencie życia coś nie podeszło. Dla mnie to kwestia totalnie odrębna i objektywna.

***

Powrót do korzeni. Powrót do źródła. Szukanie powodu d l a c z e g o tutaj jestem? Kim jestem oraz jakie jest moje przeznaczenie?
Niecodzienne pytania ukryte w monotonii bladego dnia. Kolory świata, dźwięki otoczenia, synchronizacja natury z człowiekiem, bogactwo przestrzeni – rzadko zauważalne sprawy dające masę szczerego szczęścia.

***

Zagubienie w byciu kreacją postaci, wymyślonym pseudonimiem, wizerunkiem. Zmęczenie w byciu motywem i autorem jakiegoś projektu. Poszukiwania sensu tworzenia, sensu w dążeniu do niby sukcesu. Czym jest sukces? Czy jest czymś nieosiągalnym? Każdy przeżyty dzień jest sukcesem. Różnicą jest idywidualna skala każdego z nas. Różnica leży w perspektywie – mierzę w cel lub ponad cel?

***

Dzisiaj zaczynam drogę ku wolności od stałych, ograniczonych, schematycznych przekonań. Wszystko co jeszcze nie odkryłem w sobie jest moją motywacją. Wszystko co jeszcze nie wiem o życiu, świecie, świadomości i miłości jest wspaniałym powodem do ukończenia dnia z uśmiechem na twarzy.

Hullywoodzkie życie

W barwach czerni i bursztynu
Przyszło żyć nam tu
Mimo tęsknoty i gniewu
Nie prędko doczekamy wylotu
Każdy dzień niby zwykły
Hullywoodzkim goni tempem
Marzę by wspomnienia pierwszych dni znikły
By angielski sen nie okazał się błędem
Już dekadę tutaj siedzę
Błądzę po szlakach tego miasta
Staram się zrozumieć siebie
Tak na prawdę to jest garstka
Tego co właściwie pragnę
Chce pobudzić wyobraźnię
Skoczyć i polecieć dalej
Przestać klęczeć nad zegarem
Hullywoodzki styl odnaleźć
Zamknąć temat jednym strzałem
By powrócić móc odpocząć
By na chwilę oczy zamknąć
Ze szczerym uśmiechem
Z ukochaną kobietą u mego boku

ostatecznie zasnąć

Szum betonowej dżungli

niejednostajny ruch miasta
oddech przechodniów zanika przy dźwiękach ulicy
mało schematyczny gwar
wielotematyczny układ par
oczy skierowane w prostokątne pudełka
nafaszerowane układami scalonymi
układy i układziki
cwaniaki i kradzione kolczyki
szum betonowej dżungli
symulator rzeczywistości
walka o przetrwanie
światło czerwone nikogo nie zobowiązuje
sygnał pogotowia nie wzbudza paniki
obojętność stała się wszystkim
a wszyscy stali się nikim

łatwo nie jest

podążam w stronę światła
zamykam oczy w obawie przed tym
co mnie może zaskoczyć
uśmiech przez łzy
tak to się nazywa
na każdym kroku rozłożone sidła
jak żyć zatem pytam siebie
kolejna zapisana strona
o tym co w piekle i o tym co w niebie
a jutro z wczoraj walczą zawzięcie
pilna sprawa na dzisiaj
nie może czekać jak kiedyś

Wybieram wygraną

Jedna kluczowa decyzja. Nowy, całkowicie odmienny start. Wyjątkowa chwila.
Fundamenty płoną, a dotychczasowa nagromadzona wiedza zda się na nic.
Błądzenie po nieznanym gruncie. Panika i zakłopotanie. Przyśpieszone tętno.
Krew buzuje. Nie na darmo. Instynkty ostrzegają człowieka przed terenem wcześniej nie eksplorowanym. Wiotkie nogi. Sucho w ustach. Ścisk w brzuchu. Wszystko się zgadza.
Podekscytowanie wymieszane z dozą niepewności. Element zaskoczenia.
Bum! Strzał. Jeden po drugim. Nie ma odwrotu. Machina zmiany ruszyła. Linia z nakazem jazdy do przodu. Najbliższy nawrót możliwy dopiero po pierwszej porażce, która może kosztować życie. Wybieram wygraną.
Uśmiech na twarzy. Ten zjazd wcale nie był taki straszny. Dziękuję sobie, że to zrobiłem.
W przeciwnym razie nie zasmakowałbym tak fantastycznej przygody jaką jest podjęcie ryzyka.

Smocza otchłań

tornado kanciastych kształtów
wir wierzchołków i linii prostych
apokalipsa trójkątnych figur
wszystko się sypie
wszystko się unosi
w stronę niebieskiego tła zwanego
niebem
to był jak sen
walka ze smokami
prosto z gry o tron
tak intensywnie
tak wyraźnie
tak bogato
biedny los naszych ludzi
wszystkich dopadła klęska
żywiołowa lub z rąk diabła
smocza otchłań
ognisty płomień w pył diamentów
każdego z nas przemienił

Blog at WordPress.com.

Up ↑