Jestem emigrantem

Dwa tysiące ósmy gorący początek lata
żyjąc z nadzieją, iż decyzja będzie inna
ze świadomością, że ojczysty kraj pożegnam.
Drugi lipca, z łóżka się zrywam
gacie prawie pełne, w głowie modlitwa.
Czy to jet wyrok, czy szansa osobista?
W rodzinnym gronie opuszczam moją przystań.

Jestem emigrantem z pakunkiem pełnym pytań.
Co mnie jeszcze w życiu czeka do tego nie wnikam.

Czwarty lipca, już na obcej ziemi.
Czy pobyt jest na chwilę, czy coś się kurwa zmieni?
Początek wesoły, okres wakacyjny.
Czas by poznać język, czas by poznać innych.
Wychodzę na dwór, osiedle mi nie znane.
W którą mam iść stronę, dopomóż proszę Panie!
Łzy w oczach, stres niemiłosierny
pierwszy dzień w szkole, etap nie przyjemny.
Nic nie rozumiem, dlaczego tutaj jestem,
co komu zrobiłem, chcę z powrotem moją przestrzeń.

Zakochany? Zauroczony? Miłość została, ja zrozpaczony.
Ściana pełna fotografii, wspomnień szalonych.
Obrazy pamięci przeszłością przepełnione.
Powstały pierwsze wiersze, monotonne myśli o niej.
Pamiątka została, czas leci dalej.
Nie patrzę wstecz, tak jest wspanialej.

Nowy rozdział epickiej przygody.
Podjąłem wyzwanie – sierpień 2012 – zapierdol treningowy.
Boks mnie uratował, wyciągnął ze mnie chłopca.
Po kilku miesiącach obudził sportowca.
Żelastwo dźwigałem, w worek uderzałem, na ringu stawałem,
nieźle oberwałem. Mimo tego, z desek się podniosłem
i do przodu gnałem.
Niezatrzymany, niepowstrzymany rozwojowi ulegałem.
Nieustannie najlepszym stać się chciałem.

Przez kilka ładnych lat, boks moją codziennością był.
Po chwili los bezlitośnie ze mnie zadrwił.
Czar prysł. W pętli przeszłości niepozałatwianych spraw,
zostawiłem pasję by odszukać moje JA.

Szósty czerwca, 2016, „gdyby wiek nie miał znaczenia”
Słowami tymi dotarłem do przeznaczenia.
Druga połówka z miłości zrodzona. Szczęście moje,
bo to już narzeczona. Ogromna radość mimo tych problemów.
Łączę wszystko w całość, bez zbędnych przystanków.
Poruszam się do przodu trzymając ją za rękę.
Całuje jej usta. Kocham z całego serca.
Mam tylko nadzieję, że nie dorwie mnie
angielski los morderca.

W roku 2013 powstał on. Postać wymyślona na poczet publikacji treści w internecie oraz do podpisów pod artykułami. Ksywka. Nie był to zwykły pseudonim. Miał coś zawierać. Przesłanie, które wzbudzało ważność i mądrość jednocześnie. William to połowa skupiająca się na artystycznej stronie słów, a Cezar (z łacińskiego to „ktoś długowłosy” – pewnie dlatego zawsze chciałem mieć długie…) to siła i jakość w słowach. Pojawiały się liczne pytania: Czy to od William Shakespeare oraz Gajusz Juliusz Cezar? Nie. Chociaż na to najbardziej by wskazywało to jednak moja wyobraźnia była nieco inna. William jako imię samo w sobie bardzo mi się podoba. Jest takie stabilne – pewnie przez dwie litery W i M – i brzmi stanowczo oraz zdecydowanie. Cezar to nie do końca Cezary, a chciałem żeby było unikalne, mniej używane. W połączeniu te dwa imiona dają spójną jedność oraz uzupełniające się wartości.

Od czasu, gdy pojawił się WilliamCezar nie tylko w mojej głowie, ale już w internecie, nadszedł czas na utożsamienie się z wierszami, które powstały na potrzebę książki pt. „Rewolucja Stanu Umysłu”. Miłość, strach, żal, radość, gniew, agresja, bunt, wolność, grzech, motywacja. Połączenie wszystkich moich myśli. Przenikające przez siebie przemyślenia o przypadkowych oraz rutynowych problemach. Codzienność kontra zróżnicowana przeszłość. Co z tym, co dopiero będzie. Okaże się jutro.

WilliamCezar stał się moim mentalnym rajem. Tam mogłem się spełniać artystycznie. Pojawiały się chęci poszerzenia horyzontów i wyjścia poza obszar myślowego komfortu, ale strach przed niezrozumieniem ze strony „insiderów” mógłby mnie wtedy mocno zranić. Bycie „outsiderem” nie należy do łatwych kierunków. Wydawało mi się, że myślę i zachowuję się inaczej niż wszyscy ludzie. W połączeniu z nauką o samorozwoju, moje rozumowanie rzeczywistości nie należało do najzdrowszych. Dzisiaj czytając swoje wiersze z rozdziału Rewolucja Stanu Umysłu, zastanawiam się i podsumowuję ile człowiek musi przebyć ziemskiej wędrówki, żeby doszło raz, a konkretnie co faktycznie liczy się najbardziej (myśl subiektywna rzecz jasna). Pozytywne myślenie było przez dłuższy czas hasłem przewodnim WilliamaCezara. Znasz takie powodzenie – głównie pochodzące z internetowych memów – „rzygam tęczą” ? Tak się czuję gdy czasami spoglądam w stronę jego oraz tego co zdołał utworzyć. Oczywiście w pewnym stopniu jestem dumny, ze swoich osiągnięć poetyckich, pytanie tylko… Na ile są to moje osiągnięcia, a ile inicjatywy upchnął WilliamCezar?

Blog at WordPress.com.

Up ↑