trudny los artysty

Rzadziej piszę poezję ostatnimi czasy i nie chodzi tu o wypalenie. Nic z tych rzeczy. Wiersze są już ze mną prawie dekadę. W sensie jestem z nimi związany tak długo. To znaczy, nie jako para… Nie ważne.

Kiedy zasiadam do napisania mam wrażenie, że to będzie mój ostatni i się tego boje. Czemu ostatni? Może przez fakt, że idą trudne czasy, klimat się zmienia, nigdy nie wiadomo co będzie jutro. A może po prostu stracę rękę i niczego już nie napiszę – tak bardzo absurdalne bywają moje myśli. Boję się, że kolejny tekst – jeżeli się okaże tym ostatecznym – nie będzie zbyt wystarczający. Co to znaczy? Mogę coś pominąć, pomylić się, za bardzo przesadzić z treścią, nie wiem. Dlatego takie przerwy w publikacjach.

Kocham pisać. Czasami myślę sobie, że nie rozwinąłem skrzydeł na tyle, by świat o mnie usłyszał. Później dochodzi do mnie wizja mojej rodziny, znajomych, którzy trzymają w rękach mój tomik Rewolucja Stanu Umysłu i pomimo iż mało co z niego rozumieją, cieszą się z mojego sukcesu, nie ważne jakich jest rozmiarów.

Wiersz zwykle zaczynam od tytułu. Dalej idzie cała reszta. Nie znam tytułu mojego ostatniego wiersza, lecz gdybym z jakiś przyczyn był zmuszony zawiesić rękawice na kołku to chciałbym zostać podsumowany jednym słowem – milczenie.

Cenię sobie ciszę oraz słuchanie ciszy. Lubię milczeć i obserwować. Następnie piszę to co zobaczyłem i dopowiadam to czego nie usłyszałem. Tak w skrócie wygląda moja twórczość.

Na koniec, tak już króciutko: NIECH MAGIA POEZJI BĘDZIE Z WAMI!

 

GAMEOVER jest tylko raz

Życie to najbardziej realistyczna gra survivalowa
Masz wiele podejść, lecz pasek zdrowia nie regeneruje się wraz z postępem misji
Tutaj z wiekiem doświadczasz sytuacji niekiedy podbramkowych
Nie masz wyjścia, musisz iść do przodu
Brak autozapisu
Nie ma możliwości dokończenia życia poźniej
Jesteś ty i wyzwania dnia codziennego
Polegniesz wiele razy
Jednak nie będzie dostępu do ponownego przejścia poziomu
Gromadzisz fundusze na ekwipunek, pożywienie, opłaty
Potrzebujesz umiejętności zarządzania czasem
Twoje drzewko rozwoju możesz oczwywiście modyfikować
Pamiętaj o tym, że czas płynie
Ponownie wczytanie pliku zyciezapis001.sav grozi niepowodzeniem

A jakby tak spróbować od nowa
Zostawić wszystko i uciec
Przeszłość pozostaje w zamknięta w piwnicy
Nowy stan gry ze świeżym zapisem smierc.sav

Koszmar

Nie wychodź nocą jeżeli nie musisz
Pozostań w domu siedź cicho
Gdy robi się ciemno koszmar się budzi
Nie daj się spostrzec bo będzie licho

Słychać go z oddali nadchodzi
Sapie warczy pazurem o beton ociera
W blasku księżyca bardzo się mieni
W totalnej jasności obumiera

Ani to wampir ani wilkołak
Nikt go nie widział a strach przed nim wielki
Wejdź na najbliższy wierzchołek
By uniknąć niespodziewanej śmierci

Mroczna noc koszmary sie śnią
Pora wrócić do żywych
Może to wymysł zawładną mną
Pewnie zostałem otruty

Nie bardzo realne są takie wieści
Boje się teraz odwracać
Gdy słucham tych wszystkich opowieści
Chciałbym nauczyć się latać

Uciekać gdzie pieprz rośnie
Zgubić koszmar zostawić za sobą
Mając najskrytszą nadzieje
Na noce bez strachu przed nocą

Zainfekowany

Jesienny stroik zmoczonych liści
Drzewa czynią ukłony
Poległy od siły żywiołu ziemskiego
Szlaki błotem posłane
Niebo ponurym odcieniem szarości swą obecność zaznacza
Krople po brudnej szybie spływają mozolnie
Jedna na drugą łącząc się w jedną
Ciężarem swym torują spływ dla reszty
Ogólnie mokry i smutny klimat przenika przez skórę człowieka

Na kilka dni odłączony od świata żywych
Kwarantanna
Zainfekowany wirusem o nazwie
Mam dosyć tego przykrego kraju


Kiedy już przeziębienie wprowadza w stan najwyższej inspiracji do pisania poezji o sytuacji podbramkowej – bo przecież chory facet w domu to najgorszy rodzaj końca świata.

Czas ucieczki

Czas ucieka
Czas uciekać
Nic mnie już tu nie trzyma
Odrobinę sentymentu
Może mniej niż chciałbym mieć
Tęsknić ja z pewnością nie zamierzam
Za to wspomnieć mogę z czasem
Czas rozpływa się jak ciecz
Ciecz tak cwana i przebiegła
Niby masz ją w garści teraz
A za moment znajdzie ujście
Zwieje z czasem
W pogodni za swym przeznaczeniem
Bądź jak woda mawiał mistrz pewien
Jedno jest pewne
Jedna studnia nie zapewni wody wiecznie
Czas ucieka
Wody ubywa
Pora znaleźć nowego źródła miejsce

 


Kiedy przyjdzie ten moment, w którym człowiek człowiekowi zacznie być największym wrogiem – co zrobisz? Życie lub śmierć albo…

Małe światełko w tunelu

Na początku zawsze jest uśmiech
Od ucha do ucha
Ten szczery prawdziwy uśmiech
Nawet oczy się śmieją
Ciało układa się i formuje
W szczęśliwy splot namiętnych uniesień
Lecz kiedyś musi nadejść ten dzień
Radosne twarze zastygły
Myśli narwanym rytmem
Odbierają właściwe funkcje człowieka
Umysł zaczyna szaleć i panikować
Instynkt przetrwania bierze górę
Nadchodzi ciemność
A granica jest bardzo cienka
Dzisiaj stoisz chodzisz i biegasz
Jutro pełzasz i prosisz o litość
By móc chociaż usiąść
Przez mękę do szczęścia mawiają
Taki układ chodź trudny do zniesienia
Może być jedyną z możliwych dróg
Przemyśl jaką decyzję podejmiesz dziś
Bo jutro może już cię tu nie być
A małe światełko w tunelu
Wciąż na ciebie czeka
Swym lichym lecz pełnym nadziei blaskiem
Wyznacza ścieżkę przyszłości
Jeszcze jest szansa aby to wszystko naprawić
Poskładać w całość to co było porozrzucane
Każdy element starannie złączyć z kolejnym
A nazajutrz świat będzie o niebo lepszy
Bynajmniej taki jest plan

 


Czasami potrzeba poczekać na ten odpowiedni moment. Jednak warto mieć z tyłu głowy tykające wskazówki zegara.

Granica cyfrowej niewiedzy

Stojący pan nad brzegiem cyfrowej przepaści
Rozwiązuje szyfr za i przeciw
Pyta sam siebie czy się opłaci
Gryzie wargi mruży oczy
Grymas na jego twarzy prosi o chwilkę prywatności
O jeszcze jedną stronę niby radości
Przewraca wirtualne kartki bez końca
Nikt mu się do życia nie wtrąca
Zamknięty w jakby bezpiecznym schemacie
Drąży tunele wyobraźni
O świecie fikcyjnych przyjemności
Gubi się w pętli czasu i znaków
Karmi się cyferkami swych postów
Podgląda znajomych pobudza swe ego
Na domiar tego nie wychodzi z domu
Nie opuszcza terytorium wspaniałego
Surfuje po sieci w sieć srogą wplątany
Zachowuje obrazy zapisuje witryny
Przerzuca siano kciukiem bez większego wysiłku
Maleje mu pamięć rośnie apetyt
Jak daleko leży granica?
Gdzie kres tego cyrku?
Co powoduje takie zachowania?
Kiedy pan z wiersza zatrzyma swoje postępowanie?
Brak zasięgu
Skoczył
Offline.

 

Hullywoodzkie życie

W barwach czerni i bursztynu
Przyszło żyć nam tu
Mimo tęsknoty i gniewu
Nie prędko doczekamy wylotu
Każdy dzień niby zwykły
Hullywoodzkim goni tempem
Marzę by wspomnienia pierwszych dni znikły
By angielski sen nie okazał się błędem
Już dekadę tutaj siedzę
Błądzę po szlakach tego miasta
Staram się zrozumieć siebie
Tak na prawdę to jest garstka
Tego co właściwie pragnę
Chce pobudzić wyobraźnię
Skoczyć i polecieć dalej
Przestać klęczeć nad zegarem
Hullywoodzki styl odnaleźć
Zamknąć temat jednym strzałem
By powrócić móc odpocząć
By na chwilę oczy zamknąć
Ze szczerym uśmiechem
Z ukochaną kobietą u mego boku

ostatecznie zasnąć

łatwo nie jest

podążam w stronę światła
zamykam oczy w obawie przed tym
co mnie może zaskoczyć
uśmiech przez łzy
tak to się nazywa
na każdym kroku rozłożone sidła
jak żyć zatem pytam siebie
kolejna zapisana strona
o tym co w piekle i o tym co w niebie
a jutro z wczoraj walczą zawzięcie
pilna sprawa na dzisiaj
nie może czekać jak kiedyś

Blog at WordPress.com.

Up ↑