Słowa mają dusze

notatka za notatką
godzina przed notatką
zamyślony o notatce
siedzi mąż na ławce
sporządza notatkę
główkuje eksperymentuje
zaraz kawki z termosu od ukochanej żony spróbuje
nadal myśli rozmyśla
wytęża swój umysł
a nic nie wychodzi mu
no nic nie pasuje tu
wszystko się psuje
więc od zera buduje
dwa słowa tak silne
tak bystre
tak ostre
tak bardzo poważne
zawsze ważne
przeważnie istotne
z wyjątkiem jedynym
gdy czujesz a nie umiesz
napisać
powiedzieć
wykonać
przekazać
to tak tkwisz i główkujesz
a gdyby tak po prostu
zwyczajnie prosto z mostu
dać słowom duszę
dać im swobodę
uznanie szacunek
dać parę dłoni by mogły zrozumieć
co czyni człowieka człowiekiem
i jaką ma skórę
okazać im dobroć
nie bronić milczenia
a dnia pewnego z pewnością
przyjdą wyjdą z cienia
usiądą przy żonie
otulą swym ciepłem
zgaszą pragnienie
głuchego w sercu brzmienia

Niebieskie światło

Dzień za dniem nie wystarcza.
Za oknem mroźne powietrze.
Zimowy angielski wiatr.
Przemierzam te same szlaki każdego dnia.
Dnia wczorajszego i dnia jutrzejszego.
A dziś? Dziś stoję przy niebieskim światełku.
Doceniam obecną chwilę.

Nieco później światło zgasło.
Niebieskiego światła brak.
Cicha nicość.
Cichy ja.


Po interpretacje, przemyślenia oraz dodatkowe informacje udaj się do Poeta z Hullywood.

nowy dzień nowy ja

staram się
wciąż upadam
końcówką sił
życie poskładam
na jutrzejszy dzień poczekam
obudzę się i ponarzekam

jest już jutro
kawa się parzy
noga na nodze
w telefon patrzę
obudzony i o dziwo
nie wkurzony

nowy dzień
nowy ja
nowe wszystko dookoła
dłuższy włos na brodzie
bliżej do wypłaty
o w mordę
cieszę się z mojego życia
i o to chodzi

Ku pamięci

Smutna sprawa kiedy za prawdą idzie kara
I biada temu kto swą głową niewłaściwie włada
Trudna strata
Za pokój i ciszę nieustanna gonitwa
Niepotrzebny strach
Setki przeciwności by nasz bieg zaprzestać
Brudny pakt
W zmowie z ciemnym duchem
Na drogę piekieł chcą podstępem zesłać
Za słowo dające nadzieję
Za czyny zwracające życie
Za myśli w kierunku lepszego bycia

ku pamięci tych [*] którzy walczyli o dobro wolność i spokój ducha

Więcej nie zniosę

Sponiewierani przez czas wygłaszają modlitwę
Zagłuszeni myślami denerwują otoczenie
Składają dzięki stojąc pod symbolem
Rozkładają ręce niczym dziwka nogi przy stole

Dlaczego? Sterczysz i gapisz się w ich modły
Każdy twój krok staje się mniej swobodny
Ruch kapłana jak maga na setnym poziomie
Jeden wystarczy byś zatopił się w pokłonie

Kiedyś z pokorą dzierżąc kielich dumnie
Dzwoniąc przy nabożeństwie do upadłego
Oddawałem cześć wielkiemu stwórcy
Stałem na czele obrońców wiary

Jak do tego doszło
Jak przez dłonie przeszło
Gdzie mnie to zaniosło
Kiedy rany się zrosną

Więcej nie zniosę
Nie będę patrzył na fałszywe obrazy
Największym grzechem pochowam w sobie
Dostęp do przekręconej wiary

Po wszelkie analizy wpisów udaj się na Facebook @poetadominik

Inny wymiar

Głuchy obraz szarej muzyki
Błękit słońca wpleciony
W jasnożółte promienie pszenicy
Nieprzerwany spokój duszy
Brak skalistych spojrzeń
Koniec z płytką diagnozą uczuć
Napojony sokiem wolnego świata
Otwieram uszy by
Posmakować dotykiem

Jestem emigrantem

Dwa tysiące ósmy gorący początek lata
żyjąc z nadzieją, iż decyzja będzie inna
ze świadomością, że ojczysty kraj pożegnam.
Drugi lipca, z łóżka się zrywam
gacie prawie pełne, w głowie modlitwa.
Czy to jet wyrok, czy szansa osobista?
W rodzinnym gronie opuszczam moją przystań.

Jestem emigrantem z pakunkiem pełnym pytań.
Co mnie jeszcze w życiu czeka do tego nie wnikam.

Czwarty lipca, już na obcej ziemi.
Czy pobyt jest na chwilę, czy coś się kurwa zmieni?
Początek wesoły, okres wakacyjny.
Czas by poznać język, czas by poznać innych.
Wychodzę na dwór, osiedle mi nie znane.
W którą mam iść stronę, dopomóż proszę Panie!
Łzy w oczach, stres niemiłosierny
pierwszy dzień w szkole, etap nie przyjemny.
Nic nie rozumiem, dlaczego tutaj jestem,
co komu zrobiłem, chcę z powrotem moją przestrzeń.

Zakochany? Zauroczony? Miłość została, ja zrozpaczony.
Ściana pełna fotografii, wspomnień szalonych.
Obrazy pamięci przeszłością przepełnione.
Powstały pierwsze wiersze, monotonne myśli o niej.
Pamiątka została, czas leci dalej.
Nie patrzę wstecz, tak jest wspanialej.

Nowy rozdział epickiej przygody.
Podjąłem wyzwanie – sierpień 2012 – zapierdol treningowy.
Boks mnie uratował, wyciągnął ze mnie chłopca.
Po kilku miesiącach obudził sportowca.
Żelastwo dźwigałem, w worek uderzałem, na ringu stawałem,
nieźle oberwałem. Mimo tego, z desek się podniosłem
i do przodu gnałem.
Niezatrzymany, niepowstrzymany rozwojowi ulegałem.
Nieustannie najlepszym stać się chciałem.

Przez kilka ładnych lat, boks moją codziennością był.
Po chwili los bezlitośnie ze mnie zadrwił.
Czar prysł. W pętli przeszłości niepozałatwianych spraw,
zostawiłem pasję by odszukać moje JA.

Szósty czerwca, 2016, „gdyby wiek nie miał znaczenia”
Słowami tymi dotarłem do przeznaczenia.
Druga połówka z miłości zrodzona. Szczęście moje,
bo to już narzeczona. Ogromna radość mimo tych problemów.
Łączę wszystko w całość, bez zbędnych przystanków.
Poruszam się do przodu trzymając ją za rękę.
Całuje jej usta. Kocham z całego serca.
Mam tylko nadzieję, że nie dorwie mnie
angielski los morderca.

W trudnych chwilach

Nie zobaczysz mojej porażki
Będę walczył
Poskładam cały ten teatrzyk
Niczym feniks odrodzę się z popiołów
Zadrży ziemia od ciężaru moich słów
Spadnie deszcz co zmyje zwątpienie
Wzejdzie słońce i ogrzeje chłodne duszę
Tusz na kartce zamieni się w złoty napis
Ufaj sobie nic poza tym

Zagadki codzienności

Zadania na przedwczoraj
Pilniejsze niż pilne
Zagadki codzienności
Jak łatwo jest zagubić czas
Oplątany kablem od odkurzacza
Maszyny dla mnie bardzo bliskiej
Stoję wpatrzony w tablice
Z mokrymi rękoma
Gotowy by sprostać zadaniu
Pewny swojego działania
Zamyślony błądzę
W zrozumieniu prostego zdania
Nie teraz
Tu będzie jeszcze jedna klasa
Godzę się z informacją
Podążam ścieżką żądania
Startuje już w niższej lidze
Czuję się brakiem nicości
Ogarniam temacik
Sprawnie szybciutko
Uciekam od bazy
W tempo na fali
Wbija brygada
Depcze mi po kablach
Niszczy mój wysiłek
A ja w cieniu upadam
Zdezorientowany
Zakłopotany
Analizuję przebieg
Mojej przyszłej obrony

W ramach wytłumaczeń do tego tekstu, posłużę się opisem wydarzenia zaistniałego pewnego dnia w mojej pracy. Otóż, sprzątając po kolei każdą klasę natrafiłem na odmowę moich działań z powodu rozpoczynającej się za piętnaście minut następnej lekcji (dodatkowe zajęcia poza szkolne). W sumie nauczyciel miał rację, bo i po co robić dwa razy tą samą robotę. Udałem się do pozostałych pomieszczeń i wykonałem codzienne obowiązki. Kończąc już odkurzanie, do jednej z klas wchodzi ten sam nauczyciel i grupa uczniów depczących po kablu od maszyny. Nikt mi nie powiedział o tym, ale pomyślałem, że może i nie muszą mnie informować. Usłyszałem tylko szybkie dziękuję i drzwi się zamknęły. Okazało się, iż nauczyciel przeniósł swoje zajęcia do klasy, którą przed chwilą posprzątałem nie informując mnie o tym, a tą ostatnią brudną musiałem jednak ogarnąć. Po skończonych zajęciach rzucił krótkim – dzięki, już skończyliśmy. Hmm zastanawiam się, czemu mi dziękuje i czy wie jak jego postępowanie wpłynęło na dalszy przebieg mojej pracy, gdzie zdenerwowanie i dezorientacja grały pierwsze skrzypce. Zainspirować się można wszystkim. Stąd kategoria OBECNOŚĆ i poezja pisana na bieżąco – stając twarzą w twarz z rzeczywistością.

Blog at WordPress.com.

Up ↑